Blues

Zaktualizowano: 4 sty 2019



Witam wszystkich amatorów bluesa. Zarówno tego, archaicznego już bluesa z Delty, jak i jego "młodszego brata" bluesa chicagowskiego. Ten podział jest jednak roboczym uproszczeniem, przydatnym, ale mylącym. Jest wiele gatunków bluesa. Texas blues, Luizjana blues, blues więzienny....Jest Cajun i jest Zydeco. To gatunki bluesa z serca Delty. Tak jednak odmienne, że zakwalifikowanie ich jako bluesa z Delty byłoby sporym uproszczeniem. Wszystko tu się różni. Instrumentarium, akordeony [również diatoniczny] tara i często skrzypce, to podstawa. Język, często francuski lub swoisty slang. Pełna izolacja, brak kontaktu i jakichkolwiek zewnętrznych wpływów kulturowych zrobił "swoje". Ci ludzie żyjący w niedostępnych bagnach Luizjany stworzyli kulturę, w tym i muzykę, bardzo odmienną i bardzo swoistą. Specjaliści zajmujący się tym tematem, np. Paul Oliver, wyróżniają wiele gatunków bluesa. Jednak ta wiedza nie jest potrzebna do tego, by tą muzykę pokochać i z radością jej słuchać. Proszę was o wyrozumiałość i cierpliwość. W tym temacie pierwsze dwa filmy z muzyką z youtuba, pokazują się bardzo opornie. Zapewne dlatego, iż muzyki tu sporo. Jest nawet kilka ciekawych płyt w całości. Proponuję by w oczekiwaniu na duet znakomitych harmonijek w "Orange Dude Blues" przeczytać parę tekstów. Myślę, że są interesujące.




Trzynastoletni Joe Bonamassa i BB King

Po raz pierwszy spotkałem BB Kinga 24 maja 1990 roku. Ja, trzynastolatek otwierałem jego koncert. BB był zaintrygowany moją techniką i moim stylem, oraz moją miłością do bluesa. Potem, gdy nadeszło lato, dałem dziesięć koncertów z nim. Tak spędziłem szkolne wakacje. Później, w szkole, ani nauczyciele ani koledzy nie uwierzyli mi, iż grałem z BB Kingiem. Na szczęście mogłem to udowodnić, gdyż w prasie ukazały się artykuły o tej trasie koncertowej. Gdy zastanawiam się teraz ile koncertów zagrałem z BB, trudno mi to dokładnie zliczyć. To były zwariowane lata. Prawdopodobnie było ich 55 lub nawet 65 w ciągu 25 lat. Otwierałem jego koncerty, grałem z nim na festiwalach....Co jest moim ulubionym wspomnieniem związanym z BB?

Wszystkie spotkania z nim były wspaniałe, ale jedno szczególnie utkwiło mi w pamięci. Świętowaliśmy wtedy jego 80-siąte urodziny. To były czasy, gdy iPody były jeszcze nowością, a ja dostałem właśnie jeden w prezencie. Jestem bardzo nieudolny w obchodzeniu się z takimi urządzeniami. Siedziałem w busie Kinga i gapiłem się na iPoda, gdy wszedł BB. Powiedziałem cześć, a on spytał czego słucham. Powiedziałem, no cóż, niczego. Nie potrafię zgadnąć, jak przegrać kawałki z mojego komputera na iPoda. A BB na to, och, robisz to tak, i BB nauczył mnie jak zsynchronizować iPod z komputerem. Mialem 25 lat i to ja powinienem uczyć 80-letniego pana, jak to się robi. Było odwrotnie. BB jest jednym z moich faworytów. Zaśpiewał i zagrał na moim albumie "Black Rock". Nie pracowaliśmy w tym samym studio. Musiałem wyciąć swoją partię i pojechać do niego do Las Vegas, gdzie mogliśmy to zrobić razem. Jego wkład do "Night Life" był ogromny. Ciekawe, że najlepszym kawałkiem tej sesji, okazał się rap. Ten facet miał nieprawdopodobne życie. To był kawał historii. Pamiętam jak Kevin Shirley opowiadał, jak Frank Sinatra pouczał bosów kasyn w Vegas że mają wszędzie wpuszczać BB Kinga. BB był jak instytucja. To jest niepowetowana strata. BB jest bluesem a blues to BB King. Jest tylko jeden BB King i nikt go nie zastąpi. BB był bardzo skromnym i przyjaznym facetem, ale potrafił czasem być też prawdziwym wrzodem na tyłku. On był naprawdę niezwykły. No wiesz. Śpiewał na tym samym poziomie co Frank Sinatra czy Nat King Cole, a przy tym znakomity gitarzysta. Dorastał w czasach, kiedy musiało się zawsze śpiewać we właściwej tonacji i naprawdę uczciwie grać. Wtedy przecież wszystkie rekordy cięło się na żywca. Żadnej lipy.

Gdy BB zmarł, byłem na scenie w Seattle. Zostawiłem mój telefon podłączony do ładowarki i zrozumiałem, że coś musiało się stać, gdy zobaczyłem że mam trzydzieści nie odebranych połączeń i ze sto SMS-ów. Potem usłyszałem to w wiadomościach. Walnęło mnie strasznie. Zrozumiałem, że już nigdy nie usłyszę jak Walter King zapowiada - panie i panowie, król bluesa BB King. To na prawdę koniec epoki.

Joe Bonamassa



W 1920 roku w Stanach pojawił się krążek z bluesem Mamie Smith "Crazy Blues". Od tego momentu zaczyna się burzliwa fonograficzna i nie tylko fonograficzna kariera Bluesa. W ciągu niecałego roku od ukazania się "Crazy Blues" pojawiło się na płytach 450 tytułów bluesowych, co na owe czasy było prawdziwą potęgą. Ciekawa jest cała socjologiczna, a też biznesowa "otoczka" zjawiska. W latach 20/30 rasizm w Stanach był zjawiskiem powszechnym. Czarni traktowani byli fatalnie nawet w tych teoretycznie najbardziej tolerancyjnych stanach. Ale to biali głównie kupowali płyty z bluesem {czarni go grali} i też to biali robili majątki na bluesowym biznesie.




"Orange Dude Blues" - John Sebastian Annie Raines harp duet.



To piękne granie znajdziecie na tym albumie.


Było tylko czterech wielkich, kreatywnych mistrzów harmonijki: John Lee "Sonny Boy" Williamson, Little Walter, Rice "Sonny Boy II" Miller i Big Walter Horton. To oni są twórcami współczesnego brzmienia bluesowej harmonijki. Trzej pierwsi cieszyli się za życia wielkim uznaniem. Byli wielokrotnie nagradzani za swoją twórczość i pozostawili po sobie wiele nagrań z wieloma prowadzonymi przez siebie zespołami. Big Walter Horton cieszył się wielkim uznaniem muzyków, jednak nie był zbyt popularny. Za życia nigdy nie stał się gwiazdą na miarę Rice'a Millera. Być może dlatego, że ten nieśmiały i niezwykle introwertyczny człowiek, nie był tak przebojowy, by zawrzeć poważną umowę z którymś z wielkich studiów nagrań. Przyczyną też mogło być to, iż jego harmonijka jest tak delikatna, iż potrzebuje sporego zaangażowania od słuchacza by zachwycić.

Walter Horton urodził się w Mississippi, jednak już w dzieciństwie wywędrował z rodziną do Memphis. Jako nastolatek zaczał grać w Memphis Band. Wyjeżdżał w okazjonalne trasy z Big Joe Williamsem i regularnie grał w Handy Park z Johnnym Shinesem, Floydem Jonesem i Eddiem Taylorem. Wszyscy ci znakomici muzycy, pozostali przyjaciółmi Hortona na długie lata i później, w Chicago, byli z nim stale w bliskim kontakcie. Johnny Shines i Eddie Taylor często wspominają czasy Memphis. Taylor opowiada, iż grywali z Hortonem dla grubych ryb, np. dla Crumpa (słynny burmistrz Memphis). Johnny Shines wspomina, jak starszy od nich Rice Miller (Sonny Boy II) przychodził do Hortona po nauki harmonijkowe. W latach czterdziestych większość bluesmanów (w tym wszyscy przyjaciele Hortona) wyemigrowali do Chicago. Big Walter znowu stał się samotnikiem. Pozostał w domu. Porzucił muzykę, by pracować jako sprzedawca lodów a poźniej kucharz. Jednak poważne problemy ze zdrowiem nie pozwoliły mu na pracę w tym zawodzie. Na początku lat 50-siątych powrócił do bluesa. Nagrał wtedy znakomite albumy dla dwóch wytwórni, The Sun i RPM, z gitarzystą Jimmym DeBerry. W 1953 roku po Hortona przyjechał Eddie Taylor. Big Walter wyjechał z przyjacielem i od tego czasu Południowe Chicago stało się jego domem na zawsze. Wkrótce zastąpił Juniora Wellsa w kapeli Muddy'ego Wattersa, ale grał z tym bandem niecały rok, a na płyty trafiło z tego okresu zaledwie kilka kawałków. Później grał w lokalnych barach Południowego Chicago lub pracował jako sideman dla wytwórni Cobra, Chess i States. W ciągu ostatnich kilku lat, Horton jeździł w trasy z Willi Dixon's Blues All Stars. Rzadko się wtedy pokazywał w pubach i klubach Południowego Chicago. Jeśli czasem tam wpadł, to tylko po to by zagrać w jamach, tworząc rewelacyjny harmonijkowy duet z przyjacielem, Carrey Bellem. Carrey Bell był protegowanym i przyjacielem Hortona od dwunastu lat. Wielu gości chicagowskich barów uważało ich za ojca i syna.

Walter Horton był bardzo delikatnym, nieśmiałym człowiekiem. Bardzo lubił gdy nazywano go grandpa (dziadek). Mimo bardzo poważnych problemów ze zdrowiem, grał do końca z mistrzowską klasą. Zmarł 8 grudnia 1981 roku.


"Walter chyba nigdy nie musiał uczyć się grać na harmonijce. On się z tym urodził" Johnny Shines.

"Nigdy nie spotkałem lepszego od Hortona harmonijkarza" Willi Dixon.

Z.L.


Walter Horton

W 1973 roku Big Walter Horton nagrał dla Alligatora świetny album. Moim zdaniem najciekawszy album w karierze tego znakomitego artysty. Po raz pierwszy Horton mógł sam wybrać wszystkich muzyków oraz zadecydować o tym jakie utwory znajdą się na płycie. Jest to więc album w pełni autorski.

Big Walter Horton - harmonijka, wokal Carey Bell - harmonijka, bas w trzech kawałkach (1,2,6) Eddie Taylor - gitara Joe Harper - bas (stały basista Bella) Frank Swan - Drums (perkusista Dixona)




Bardzo ciekawe i niezwykłe płyty. No i kawał Historii.





Chris Barber i Sister Rosetta Tharpe


Chris Barber. Puzonista, saksofonista i basista. Muzyk jazzowy. Szef wyśmienitego jazzbandu grającego jazz tradycyjny, chętnie łączącego dixi z bluesem. Barber, przyjaciel Harolda Pendletona, był w wielkim stopniu odpowiedzialny za to, kto i jaką muzykę grał w Marquee Club. To on był pomysłodawcą środowych i piątkowych nocy z Alexisem Kornerem i jego przyjaciółmi. Barber rozpoczął karierę muzyczną w 1949 roku. W latach 50-tych i 60-tych, już jako uznany muzyk, zapraszał do Europy amerykańskich bluesmanów. Kilku z nich poznał w czasach wojny, gdy stacjonowali w Wielkiej Brytanii. Muzyka na płytach to faktycznie zagubione i odnalezione dźwięki. Barber, po trzydziestu latach odnalazł taśmy, co do których miał przekonanie, że przepadły bezpowrotnie. Odnalazły się w bagażniku stareńkiego, amerykańskiego samochodu. Barber od wielu lat nim nie jeździł. Garażował go starannie z powodów sentymentalnych. Dzięki temu mamy trzy arcyciekawe płyty. A warto je znać. No bo gdzie usłyszycie Hoochie Coochie Man Muddy'ego Watersa z jazzowym wstępem? Albo harmonijke Sonnyego Boya z towarzyszeniem dixilandu?

Płyta pierwsza to Sister Rosetta Tharpe z Chris Barber Band. W dwóch bluesach towarzyszy Rosetcie znakomita irlandzka wokalistka Ottilie Patterson. No i ciekawostka. Czy wiecie, że wielkim fanem Rosetty Tharpe był Jimi Hendrix? To nagrania z grudnia 1957 roku. Oraz Sonny Terry & Brownie McGhee. Tutaj band Barbera towarzyszy w dwóch nagraniach, a pani Patterson w jednym. Nagrania pochodzą z grudnia 1958 roku. Na płycie 23 utwory.

Płyta druga. Sonny Terry & Brownie McGhee + Barber Band + Ottilie Patterson [Boogie on the blues McGhee solo] Nagrania z 1958 roku. Muddy Waters, Otis Spann i Barber Band. Otis Spann powiedział, że był zgnębiony "chłodnym" przyjęciem swojej sztuki w Chicago i Barber przekonał go by nie rezygnował z grania. Rok 1958. Champion Jack Dupree nagrania z grudnia 1959 roku. Oraz Chris Barber przedstawia Louisa Jordana. Rok 1962. Też 23 "kawałki".

Płyta trzecia. Sonny Boy Williamson & Chris Barber Band. Maj 1964. Jimmi Witherspoon & Barber Band Sierpien 1964. Howlin' Wolf, Hubert Sumlin & Chris Barber Band. Listopad 1964 i dodane do płyty nagrania Jimmiego Witherspoona z bandem Barbera z Holandii z 1980 roku. 29 utworów na płycie.

Z.L.




Dla mnie świetne. Album nagrany przez Eddiego Bo (Edwin Joseph Bocage) z bandem Chrisa Barbera, w kwietniu 1991 roku w Sea-Saint Studio, w Nowym Orleanie.


Eddie Bo - fortepian, wokal Chris Barber - puzon Red Morgan - saksofon alt Wayne Bennet - gitara Charles "Chuck" Moore - gitara basowa Walter Payton - tuba, kontrabas Russel Batiste Jr.- perkusja









Booker T. Laury, pianista, rówieśnik i przyjaciel Memphis Slima. Olbrzymi mężczyzna z wielką okrągłą głową i diamentem w prawym uchu. B.B King mówił o nim "wyglądał jak potwór, ale był doskonałym pianistą. Nie chciał ze mną grać. Powiedział, że chce robić swoją muzykę, nie moją". Nie był "grzecznym chłopcem". Lubiał objeżdżać w swoim ogromnym błękitnym cadillacu knajpy i domy publiczne Memphis. W takich też miejscach grywał. I niejedną awanturę wywołał. Memphis Slim powiedział o nim "jak się słucha jego gry, to trudno uwierzyć, że ma tylko cztery palce u lewej ręki. Ludzie, ale ten facet prawą łapą obejmuje dziesięć klawiszy! Nieprawdopodobne, ale nie raz widziałem". Kariera Laury'ego w USA nie układała się. Wyjechał do Europy. Opowiada: w Europie często musiałem supportować zespołom rockowym. Dla mnie, jak tak ich słuchałem, to był jakiś inny, zupełnie nowy gatunek muzyki. Kiedyś usiadłem i napisałem piosenkę o tym, że lubię rocka, bo w ogóle lubię muzykę, ale nie znalazłem w nim bluesa. Ma tytuł "Nothing but the blues". Booker T. Laury ma bardzo charakterystyczny styl gry. Mówił, że nie miał żadnych wzorców. Nikogo nigdy nie naśladował. Bardzo trudno zdobyć jego płyty. Myślę, że warto, bo bardzo to interesujący muzyk. Ja mam tylko jedną. Drugą słyszałem u jednego z londyńskich bluesmanów.

Z.L.




Lazy Lester [Leslie Johnson] urodzony w 1933 roku. Jeden z ostatnich ze "starej gwardii" który jeszcze tak niedawno był z nami, choć od lat nie był już czynnym muzykiem. A miałby o czym opowiadać bo grał z całą bluesową elitą. Karierę muzyczną zaczął jako harmonijkarz Lightnina Slima Był czynnym muzykiem od 1950 do 2001 choć na skutek mocnego zniechęcenia do środowiska muzycznego zaliczyl sporą przerwę w oficjalnym graniu.



Lazy Lester - I'm A Man

Lazy Lester zmarł 22 sierpnia 2018 roku.


Wyśmienity cykl filmów "The Blues" wyprodukowany pod dowództwem Martina Scorsese.


Polska edycja. Tu dodatkową niewątpliwie zaletą, są dołączone do filmów książeczki autorstwa naszych rodzimych speców od bluesa.


Jest też bardzo dobra książka. 280 stron ciekawych esejów o bluesie i jego bohaterach, napisanych przez wielkich znawców tak bliskiego mi tematu. Dużo interesujących fotografii.




Martin Scorsese presents The Blues (trailer)




Tutaj "tylko" dwóch mistrzów. John Lee Hooker i Charlie Musselwhite.


Płyta.


Tylko 10-ty (ostatni) utwór na płycie jest w duecie z Johnem Lee Hookerem. Niemniej cały album godny jest polecenia.


Charlie Musselwhite, Signature ( Full Album )




Continental Drifter. Znakomity album z 1999 roku. Jedna z najciekawszych płyt Charliego. Musselwhite gra tu świetnie. W wywiadzie dotyczącym tego albumu powiedział, że trochę tu poeksperymentował w muzycznej materii. Płytę można by podzielić na trzy, wyraźnie różne części. Charlie ze swoim bandem. Charlie solo w delciarsko brzmiących kawałkach i Charlie ze swoim kubańskim przyjacielem Eliadesem Ochoa i jego zespołem Cuarteto Patria. Wokal Musselwhita. Cóż....W kilku recenzjach tego albumu natrafiłem na wyrazy zachwytu nad jego stroną muzyczną i wątpliwości co do wokalu Charliego. Ja jego wokal lubię i nigdy mnie nie raził. Sam mister Musselwhite mówi, iż nie był, nie jest i nigdy nie będzie dobrym wokalistą. Moim zdaniem, nieco przesadna to skromność. Nie jest to pewnie mistrzostwo świata, uważam jednak, iż talentem wokalnym przewyższa większość współczesnych śpiewających harpiarzy.


Charlie Musselwhite - Please Remember Me


Charlie Musselwhite - Little star


Charlie Musselwhite - Sabroso



Europen Blues Challenge 2017 wygrała brytyjska grupa Kaz Hawkins Band.


Kaz Hawkins

Kaz Hawkins urodziła się w Północnej Irlandii, w Belfaście. Ta znakomita wokalistka, jest często porównywana przez muzycznych dziennikarzy z Ettą James. Po dwudziestu latach wędrówek po różnych gatunkach muzyki, odnalazła wreszcie swoje miejsce w bluesie i jak mówi, przy nim pozostanie. Jej debiutancki, nagrany w 2014 roku, album "Get Ready" cieszył się sporym uznaniem tak publiczności, jak i krytyków. W Blues Matters Magazine płycie przyznano tytuł najlepszego studyjnego albumu 2015 roku. Kaz otrzymała też prestiżowe nagrody, Barry Midleton Award i Pure M Award. Wydany w 2016 roku album "Feelin' Good" był wielkim sukcesem. W ilości sprzedanych płyt pobił w Wielkiej Brytanii płytę Joego Bonamassy. Jej zespół, Kaz Hawkins Band, reprezentował, w 2016 roku, Wielką Brytanię na festiwalu w Memphis. Kaz planuje trasę w USA i nagranie nowego albumu. Planuje też charytatywną akcję na rzecz walki z depresją (koncerty, część dochodów ze sprzedaży płyt). Nie będzie to jej pierwsza akcja charytatywna. Kaz Hawkins prowadzi też zajęcia dla studentów w Boston Universyty. Ich tematyką jest zastosowanie muzyki w walce z traumą.


Kaz Hawkins - Shake - Live at The Convent Club - 2016


Kawałek z debiutanckiej płyty z 2014 roku

Kaz Hawkins- Drink With The Devil 2014



Wilko Johnson. Legenda brytyjskiego bluesa. Muzyk znakomitej kapeli Dr.Feelgood, nadal obecny na bluesowej scenie, przedstawia swoje bluesowe wzorce.




"Kiedy byłem młodziakiem, uczącym się na początku lat 60-siątych grać na gitarze, po raz pierwszy usłyszałem wspaniałe dźwięki na nagraniach Chess. Tą niezwykłą muzykę graną przez całą galaktykę fenomenalnych muzyków. Zrozumiałem, że zawsze będę starał się pogłębiać moją wiedzę o tej pięknej muzyce. Teraz, gdy jestem już stary, mogę potwierdzić że kopniak, którego dostałem słuchając wtedy tej muzyki, działa z taką samą mocą po ponad pięćdziesięciu latach. Przedstawiam wam małą kolekcję moich faworytów z muzyki nagranej przez wytwórnię Chess."

Wilko Johnson


Muddy Waters - I Can't Be Satisfied


Muddy Waters - Country Boy live at the Checkerboard Lounge, Chicago 1981


Harmonijka - George "Mojo" Buford


1. Introduction - Muddy Waters 2. You Don't Have To Go - Muddy Waters 3. Baby Please Don't Go 4. Hoochie Coochie Man 5. Long Distance Call 6. Mannish Boy 7. Got My Mojo Workin' 8. Next Time You See Me 9. One Eyed Woman 10. Clouds In My Heart 11. Champagne And Reefer



Muddy Waters & The Rolling Stones - Baby Please Don't Go - Live At Checkerboard Lounge


Muddy Waters & The Rolling Stones - Mannish Boy - Live At Checkerboard Lounge

Muddy!!!


Dwie bardzo interesujące płyty Muddy'ego na jednym krążku. Pierwsza to kompozycje "Big Billa" Broonzy. Druga to Muddy Waters akustycznie. Warto mieć tą pozycję. Ja wielką sympatią darzę "Folk Singer".

Muddy Waters - Feel Like Going Home [Folk Singer]






Płyta nagrana w wytwórni Stax w 1967 roku. Albert King z house bandem Staxa czyli Booker T and the MGs w składzie: Steve Cropper -gitara, Booker T. Jones i Isaac Hayes - fortepiany, Donald "Duck" Dunn - gitara basowa, Al Jackson - perkusja, oraz The Memphis Horns: Wayne Jackson - trąbka, Andrew Lowe - saksofon tenorowy i Joe Arnold - saksofon alt.


Albert King - Born Under A Bad



Olympic Studio, czerwiec 1971 rok. Alexis Korner, BB King [tyłem] Trzecia, niewidoczna tu postać [za mikrofonem po prawej stronie zdjęcia] to Steve Marriott.

Zdjęcie zrobione w czasie nagrywania "Alexis Boogie" na płytę BB King in London. Wygląda to tak, jakby fotograf starał się by Steve był niewidoczny. Steve jest też jedynym wykonawcą, którego nazwiska na płycie nie wymieniono. "Alexis Boogie", kompozycja Kornera, to pierwszy kawałek jaki BB King nagrał akustycznie. BB był wtedy w Londynie tylko sześć dni i płytę nagrano bardzo sprawnie i szybko. Oprócz Kornera i Marriotta zagrali z Kingiem: Ringo Starr, Ian Steward, Peter Green, Stevie Winwood, Jim Keltner i Gary Wright, Jim Price Bobby Keys, Klaus Voorman, Duster Bennet, Greg Ridley, Jerry Shirley, Paul Butler Dr. Ragovoy..... Łącznie dwudziestu ośmiu muzyków w różnych konfiguracjach. Całkiem spora orkiestra.