Jazz

Zaktualizowano: 10 paź 2018



Ten temat jest jak piękny ogród pełen rozwidlających się ścieżek. Każda prowadzi do kolejnego pięknego miejsca. Taki właśnie jest jazz. Zapraszam.


 



Chris McGregor. Wybitny jazzman, pianista i kompozytor. Niezwykle charyzmatyczna postać i bardzo interesujący człowiek. Urodzony w Republice Południowej Afryki, syn szkockiego pastora, wychował się wśród parafian ojca, przedstawicieli plemienia Xhosa. To właśnie psalmy specyficznie śpiewane przez tych "wiernych" jak i ich rytualne pieśni ukształtowały jego muzyczne gusty.

McGregor rasistą nie był, co w RPA było źle widzianą abberracją. Do swego zespołu Blue Notes zaprosił zarówno białych jak i czarnych muzyków. Funkcjonowanie w takim składzie w RPA nie było możliwe. Panowie zmuszeni byli wynieść się do Europy. Początkowo do Szwajcarii, a wkrótce, już na stałe do Anglii. W UK bardzo pomógł im zarówno w zaistnieniu na rynku muzycznym jak i w codziennych życiowych problemach wcześniejszy afrykanski emigrant. Był to znany już jazzman Abdullah Ibrahim. Zespół zmienił nazwę na McGregor Group i wkrótce wzbudził sensację na europejskich scenach. Po dokooptowaniu kilku muzyków, zespół przyjął ostatecznie nazwę The Brotherhood of Breath i uważany jest za najważniejszy zespół afrykańskiej awangardy jazzowej.

Chris McGregor zmarł w 1990 roku.


Wszystkie płyty z udziałem McGregora są wybitne. Ja proponuję zacząć poznawanie tej muzyki od tego krążka:







 

Jeszcze mały "przyczynek" do McGregora. Kolekcja piekielnie trudna do zdobycia. Jeżeli ktoś na nią trafi, gorąco polecam. To pięć płyt z muzyką pierwszego składu zespołu McGregora. Większość tej muzyki narodziła się jeszcze w RPA gdzie zespół łatwego życia nie miał. Na prawdę niezwykła muzyka.



Chris McGregor and his Blue Notes : Ndiyeke Mra


 

Jazzwise. Jest to magazyn wydawany w Anglii dla ludzi lubiących jazz, słuchających jazzu, grających jazz i piszących o jazzie. Zawiera najnowsze informacje o przyszłych koncertach jak i również reminiscencje z przeżytych koncertów. Może stanowić poradnik jaką płytę kupić, na jaki koncert się udać. Informuje o nowych trendach muzycznych, nowo powstałych zespołach i solistach, a także patronuje przyznawaniu różnych nagród muzycznych. Jest też niewątpliwie medium ksztaltującym opinię publiczną. Cieszy się reputacją jednego z najwybitniejszych magazynów jazzowych w Europie. Jako, że jazz nie jest raczej w kręgu zainteresowań wielu młodych ludzi, magazyn ten jest skierowany przede wszystkim do osób dojrzalszych, bez ograniczeń wiekowych. Dziennikarze muzyczni i sami muzycy oraz fascynaci jazzowi stawiają nawet pytanie, czy jazz przetrwa? Pismo to jest skierowane na rozrywkę, ludzie kupują je aby być na bieżąco z jazzowymi newsami, płytami, koncertami, przyznanymi nagrodami. Zamieszczenie w nim swoich artykułów czy zdjęć, jest wielką nobilitacją dla dziennikarzy muzycznych czy fotografów. Ale przede wszystkim znalezienie swojej twarzy, lub poświęconego sobie artykułu jest niewąpliwie wyznacznikiem sławy w środowisku jazzowym. Czytają je więc również muzycy. Wielką zaletą pisma jest możliwość znalezienia w nim biografii i profili artystycznych muzyków jazzowych z całego świata. Można ich również poznać dzięki ciekawym wywiadom przeprowadzanym przez stałych dziennikarzy pisma jak i freelance writers. Czytelnicy odnajdą też artykuły, które pomogą im poznać historię jazzu, tak najnowszą jak i sięgającą początków tego gatunku muzyki. Są w nim informacje i recenzje nowych publikacji edukacyjnych dla ludzi młodych – uczących się grania jazzu. Muzycy znajdą też tutaj informacje o instrumentach i najnowszym sprzęcie muzycznym. Jedyne reklamy jakie można w Jazzwise znaleźć dotyczą tematu – są to informacje o przyszłych koncertach, festiwalach oraz nowościach płytowych czy DVD. Tylne okładki pisma to w większości reklamówki najnowszych płyt, szczególnie wydawnictwa ECM, najlepszego pod względem akustycznym w Europie. Jest również sekcja pt. “Listy” od czytelników, gdzie mają możliwość wypowiedzi swoich wątpliwości co do niektórych twierdzeń opiniotwórczych dziennikarzy muzycznych, swoich komentarzy na temat lokalnych festiwali jazzowych oraz próśb o pomoc na przykład w odzyskaniu zniszczonych materiałów, etc. Mają odpowiedzi od redakcji, lub czytelników przyszłego numeru magazynu. Układ pisma jest przejrzysty, a stałe rubryki łatwe do odnalezienia. Czytelników Jazzwise spotkać można w klubach jazzowych i na festiwalach jazzowych całej Europy, chociaż pismo kładzie główny nacisk na zycie jazzowe Londynu, jest więc przede wszystkim skierowane do mieszkańców tego miasta. Bardzo dla nich cenne jest kalendarium wydarzeń jazzowych zamieszczane w każdym numerze. Jazzwise czytają miłośnicy jazzu we wszelkich grupach wiekowych i społecznych, gdyż jazz łączy ludzi bez względu na dzielące ich różnice.


Violetta Liszka

Kilka okładek Jazzwise

Miles z Coltranem


Charles Lloyd


Dla tych, którzy nie wierzą, że Hendrix miał coś wspólnego z JAZZem:


Jan Garbarek

 

Można zamówić prenumeratę roczną Jazzwise, również z dostawą do Polski.


 

Znakomity saksofonista Paul Shapiro jest nowojorczykiem, ale jest też Żydem i w jego pięknych kompozycjach często pobrzmiewają klezmerskie nuty. Paul ma na końcie cztery albumy. Mój ulubiony to "Shofarot Verses".



Paul Shapiro - saksofony spran, alt i tenor Brad Jones - kontrabas Marc Ribot - gitara Tony Levis - perkusja to stały zespół Paula.

I gościnnie na instrumentach perkusyjnych - Adam Rudolph.


Piękna płyta. Wszystkie utwory są kompozycjami Paula Shapiro.


Paul Shapiro z zespołem. Kraków. Synagoga Tempel. 28 czerwca 2017 rok


 

John Surman to żywa legenda brytyjskiego jazzu. Nie trafiłem nigdy na płytę z jego udziałem, która nie zachwyciła mnie w całości. Jest jednym z tych muzyków, których pełna dyskografia gości na naszych regałach. Tutaj z witruozem oud, Anourem Brahemem i fenomenalnym basistą Davem Hollandem.



Anouar Brahem, John Surman, Dave Holland - Kernow

Piękne!


 


W 1969 roku kontrabasista i kompozytor Manfred Eicher założył w Monachium wytwórnię fonograficzną ECM [Edition of Contemporary Music]. Pan Manfred jest bardzo dobrym i wrażliwym muzykiem, absolwentem Berlińskigo Konserwatorium. Od początku przyjął założenie, że nagrania z jego wytwórni muszą być na najwyższym światowym poziomie i założenie to w pełni zrealizował. ECM otrzymała wiele bardzo prestiżowych nagród mn. Holenderska Edison Award czy kilkakrotnie amerykańską Grammy. Nawet mistrzowie w tej dziedzinie, Japończycy, przyznali ECM bardzo nobilitującego japońskiego Oscara. Sam Manfred Eicher też został doceniony. Król Szwecji oznaczył go orderem Gwiazdy Polarnej, a monarcha Norwegii oznaczył go Krzyżem Zasługi. Otrzymał honorowy doktorat uniwersytetu w Brighton za wybitne zasługi dla rozwoju muzyki. Pan Manfred decyduje o tym, kto i co nagrywał będzie w jego wytwórni. Jest obecny na każdej sesji i bardzo starannie czuwa nad każdą minutą nagrania. Jak opowiadają muzycy, w nuty się nie wtrąca, ale potrafi wiele i bardzo sensownie doradzić. Choć dla muzyków jest bardzo przyjazny i ma ogromny talent ośmielania młodych i mniej doświadczonych, przy pracy wymaga bezwzględnej dyscypliny. Nie znosi typowej dla wielu współczesnych muzyków postawy; można sobie pozwolić na luz, bo wszystko da sie powtórzyć. Takie podejście kończy się sporymi przykrościami z jego strony. Ma powiedzenie "pracuj zawsze tak, jakby niczego nie dało się powtórzyć"

Z.L.

Moja wdzięczność dla Pana Eichera za płyty ze znakiem ECM jest ogromna.


 

Peter Gueyer i Norbert Wiedemer są autorami filmu o Manfredzie Eicherze, o jego pasji do muzyki. O jego pracy z muzykami i o samej ECM, której siedzibę Peter Gueyer nazwał pałacem z betonu wypełnionym pięknem ciszy i dźwięków. I taki jest tytuł filmu. "Dźwięki i cisza".


Kadry z filmu:



Perkusistka Merylin Mazur


Płyta:


Trailer:



 

Roscoe Mitchell and The Note Factory "Far Side"



Roscoe Mitchell: saskofony sopraninowy, sopranowy i altowy, flet, piccolo; Corey Wilkes: trąbka, flugelhorn; Craig Taborn: fortepian; Vijay Iyer: fortepian; Jaribu Shahid: kontrabas; Harrison Bankhead: kontrabas, wiolonczela; Tani Tabbal: perkusja; Vincent Davis: perkusja

A więc podwójny fortepian, kontrabas i perkusja.

Album niezwykle bogaty i fascynujący. Materiał został nagrany na żywo podczas występu na Burghausen Jazz Festival na południu Niemiec w 2007 roku. „Far Side” wypełnia muzyka niezwykle świeża i odważna. To kontynuacja wydanej w 1999 roku płyty „Nine To Get Ready”, którą Roscoe nazwał „spełnieniem swojego marzenia, stworzenia grupy z improwizujących muzyków o orkiestrowej randze i rozmachu.” By ułatwić rozpoznanie solistów w tkance nagrania, partie instrumentów solowych są rozmieszczone następująco: Vijay Iyer, Jaribu Shahid oraz Tani Tabbal po lewej stronie panoramy stereo; Craig Taborn, Harrison Bankhead oraz Vincent Davis - po prawej. Taborn wyjaśnia: „Roscoe pisze dla nas takie tematy, w których zostawia nam wiele przestrzeni. W jej ramach musisz rozwijać własne pomysły, tworzyć wielopoziomowe struktury. Mitchell lubi tego rodzaju głębię, która wyłania się z wielu różnorodnych, wspólnie wybrzmiewających tematów. Podczas gry musisz być czujny i ciągle rozwijać swoje pomysły, oczywiście w ramach pewnego narzuconego kontekstu... Zmusza to do słuchania uważnie wszystkiego, co dzieje się wokół ciebie. Stajesz się wtedy świadomy całej struktury i faktury dźwięku. Zamiast skupiać się na linearnej improwizacji, koncentrujesz się na tej jednolitej przestrzeni, w której powstaje wielowymiarowa kompozycja. Współpraca z Roscoe sprawiła, że słyszę tego typu przestrzeń w odmienny sposób.” Muzyka na płycie ulega ciągłym zmianom i ma otwarte struktury. Pełna jest rozmaitych dźwięków, hałasów i hałasików. Zgodnie z prostotą ZEN - gdziekolwiek jesteśmy, to co na ogół słyszymy to hałas. Kiedy staramy się go zignorować - przeszkadza nam. Ale kiedy wsłuchamy sie w niego wydaje się fascynujący... Mitchellowi udaje się w tej płycie zatrzeć granicę między improwizacją i kompozycją. Craig Taborn zagrał na ostatniej płycie Michaela Formanka „The Rub & Spare Change” oraz przygotował album solowy. W 2005 roku zagrał na płycie Davida Thorna „Prezens” oraz na już wspomnianym „Nine To Get Ready” Roscoe Mitchella oraz obydwu albumach Transatlantic Art Ensemble. Basista Jaribu Shahid oraz perkusista Tani Tabbal współpracują z Mitchellem od trzydziestu lat. Trębacz Corey Wilkes również nagrywał dla ECM z Transatlantic Art Ensemble. W 2003 roku zajął miejsce po zmarłym Lesterze Bowie w Art Ensemble Of Chicago. Jest uważany za niezwykle utalentowanego muzyka. Vijay Iyer, Harrison Bankhead oraz Vincent Davis debiutują na płycie ECM. Iver został wybrany muzykiem roku przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Jazzowych. Kontrabasista i wiolonczelista Harrison Bankhead oraz perkusista Vincent Davis koncertują z Mitchellem w Roscoe Mitchell Trio. Bankhead jest najbardziej znany ze współpracy z Fredem Andersonem, Oliverem Lakiem oraz Joshuą Redmanem oraz z grupami 8 Bold Souls, Frequency oraz Indigo Trio. Vincent Davis, muzyk trio Malachi Favorsa Maghostut, grał również w grupach prowadzonych przez Craiga Taborna oraz Billy'ego Brimfielda.

Roscoe Mitchell urodził się w 1940 roku w Chicago. Jest jednym z największych innowatorów muzyki improwizowanej ery post-coltrane'owskiej i post-aylerowskiej oraz jednym z najbardziej utalentowanych liderów i twórców wywodzących się z chicagowskiego ruchu AACM (the Association for the Advancement of Creative Musicians). Jest założycielem grupy Art Ensemble Of Chicago (początkowo pod nazwą Roscoe Mitchell Art Ensemble), która dla ECM nagrała znakomite, świetnie przyjęte przez krytykę albumy „Nice Guys”, „Full Force”, „Urban Bushmen” oraz „Tribute To Lester”. Ostatnio wraz z saksofonistą Evanem Parkerem prowadzi Transatlantic Art Ensemble. Ich płyta “Composition/Improvisation Nos 1, 2 & 3” została wybrana płytą roku przez francuski magazyn „Jazzman”. Oprócz działalności nagraniowej i koncertowej, Roscoe Mitchell wykłada na Mills College w Kaliforni. Nagranie 87 płyt i ponad 250 utworów czyni go postacią niezwykle twórczą, bardzo znaczącą, mającą niebagatelny wpływ na rozwój współczesnego JAZZU. Niewątpliwie "Far Side" to album FREE JAZZOWY, pełny rozmaitych brzmień. I nie jest to bynajmniej kakofonia, seria rażących słuch współbrzmiących dźwięków. Wręcz odwrotnie - panuje tu harmonia cokolwiek niepoukładanych dźwięków. Zapewne dla każdego z Was ten album będzie czymś innym, rozmaite skojarzenia Wam się nasuną - i to jest siłą i urokiem FREE JAZZU. Muzyka z "Far Side" jest bardzo obrazowa, ilustracyjna.

Całość płyty tworzą 4 utwory. A są to:

1. Far Side / Cards / Far Side 2. Quintet 2007 A For Eight 3. Trio Four For Eight 4. Ex Flover Five

Pierwszy utwór jest trzyczęściowy. Far Side/ Cards/ Far Side. Kojarzy mi się z sekwencją następujących po sobie pór dnia. Album zaczyna się od kończącej się już nocy. Delikatne dźwięki flecika bocznego piccolo, wiolonczeli, fortepianu, miękkiego kontrabasu, perkusji, z rzadka trąbki, niezwykle tworzą nastrój. Gdzieś - po deszczu w nocy - spadnie kropla wody na liść, uginający się pod jej ciężarem. Gdzieś w oddali zahuczy triumfujaco sowa - widocznie dla niej ta noc była pełna wrażeń łownych. Nagle spokój nocy przerywa przeciągający się w czasie dźwięk saksofonu sopranowego. Daje nam znać, że dzień już się zaczął, pełen rozmaitych dźwięków i brzmień. Ale nie jest to zwyczajny dzień. Brzmi tutaj muzyka całego świata, każde jego stworzenie celebruje radość życia. Ach, ile tu się dzieje...

Kolejne dwa utwory nasuwają mi skojarzenia ze skrzypiącym już ze starości, gadatliwym domem, ale nie tym Usherów Adgara Ellana Poe, ale takim ciepłym, pełnym dźwięków domem. Każdy kąt brzmi tutaj inaczej. Smyczek kontrabasu, wiolonczeli, dźwięki fortepianu, gdzieniegdzie trąbka i flet, a nawet delikatne brzmienia bębnów i talerzy perkusji nadają niezwykle mocny nastrój.

Czwarty i ostatni utwór pozwala na ponowne usłyszenie ostrego, szarpiącego saksofonu. Szybkie, mocne przeciągnięcia smykiem zarówno na kontrabasie jak i na wiolonczeli, zdecydowane uderzenia w klawisze fortepianu mają co nieco nieustabilizowany charakter emocjonalny. I jest to pełne uroku, fascynujace...

Violetta Liszka


Roscoe Mitchell. Cafe Oto Club. Londyn. 9 marzec 2012. fot. Violetta Liszka.


 

DVD. Koncert Art Ensamble Of Chicago w 1982 w Chicago właśnie.



Polecam nawet tym, którzy koncertowych DVD nie lubią. Do tego niezwykłego widowiska chętnie się wraca. Trudno zdobyć ten film. Nam udało się, bo jakiś egzemplarz ocalał w sklepie muzycznym w Budapeszcie. Film dostarczyła Magyar Poszte.


 

Wspaniałą, fascynującą książkę od jakiegoś czasu mamy w swoich zbiorach. Jest to ogromny tom o organizacji AACM i Amerykańskiej Eksperymentalnej Muzyce. "A Power Stronger Than Itself" George'a E. Lewisa. Autor - nastoletni wtedy chłopak - dołączył do Association for the Advancement of Creative Musicians w 1971 roku i miał spory wpływ na społeczność tych eksperymentalnych warsztatów muzycznych. Tom bogaty jest w fotografie, wywiady, luźne wypowiedzi i reminiscencje różnych muzyków i dziennikarzy muzycznych z całego Świata - od samego początku istnienia AACM w Chicago, aż do współczesności w Nowym Yorku. Zawiera potężną bibliografię, zarówno książkową jak i płytową - jest więc niezwykle cenioną pozycją przez nas. Skarbnica wiedzy.


 

Tomasz Stańko powiedział kiedyś "Free jazz był dawniej muzyką mistrzów. Grany był przez najlepszych. Do Free jazzu dochodziło się poznając dogłębnie muzykę i rządzące nią prawa, a także opanowując znakomicie warsztat." Pan Tomasz powiedział też "obecnie każdy spotkany młody muzyk twierdzi, że znakomicie sobie radzi na polu Free jazzowym. A, im mniej umie tym większy z niego free jazzman."

A przecież Free JAZZ to muzyka bardzo trudna. Potrzeba wielkich umiejętności i wielkiej muzycznej mądrości, aby zawsze rozumieć partnerów, aby podążać za ich myślą i wspólnie tworzyć spójną muzyczną opowieść. Jeżeli tego zabraknie muzyka często staje się nieznośnym bełkotem.


 


Art Ensemble Of Chicago - Les Stances à Sophie (1970) [full album]


 

Mocny polski akcent w świecie jazzu. Warto przypomnieć



Lester Bowie - trumpet Mikołaj Trzaska - sax Maciej Sikała - sax Leszek Możdżer - piano Tymon Tymański - bass Jacek Olter - drums


Miłość & Lester Bowie - Not Two (Full Album)



 

Przepiękna, pełna niezwykłej energii muzyka. Gorąco polecam.



Możdżer, Danielsson & Fresco - Smells Like Teen Spirit (Nirvana Cover)


 

Head Hunters to był fenomen. Do dzisiaj często i chętnie słucham tego albumu. Na początku lat siedemdziesiątych Herbiego Hancocka słuchałem równie często jak Hendrixa, a "Chameleon" czy "Watermelon Man" były dla mnie absolutnie the best.



Watermelon Man


Genialny "Chameleon"


 


Bardzo ważna pozycja. Moim zdaniem jedna z tych, które każdy JAZZ - fan powinien poznać obowiązkowo, a najlepiej mieć u siebie na półce i poznawać wciąż na nowo. Trąbka i saksofon tenorowy. To jedne z najlepszych nagrań tych instrumentów w jazzowej fonografii. Zdaniem wielkiego autorytetu, historyka jazzu Iry Gitlera, najlepsze. Pan Gitler opisał te sesje we wspaniałym eseju. Dwa dyski zawierają komplet sesji nagraniowych Davisa i Rollinsa z lat 1951-56 dla wytwórni PRESTIGE. To muzyka doskonała, a wszak byli to jeszcze młodzi muzycy. Kto zna biografię Milesa, wie że początek lat 50-tych był dla niego okresem bardzo trudnym. A przecież jego solówki są tutaj aż nieprawdopodobne. Panowie Rollins i Davis pracowali z najlepszymi z najlepszych. Charlie Parker, Horace Silver, Art Blakey, same wielkie nazwiska.


 

"Wielcy muzycy są jak bokserzy. Znają się na samoobronie."

Miles Davis

Miles na ringu w nowojorskim centrum gimnastyczno-sportowym


Jazz-rock z najwyższej półki

Burn : Miles Davis w/Santana & Robben Ford


 

Autorski album Zbigniewa Namysłowskiego z 1973 roku.

Winobranie


Zbigniew Namysłowski gra tu na saksofonie altowym i fortepianie, Tomasz Szukalski na saksofonie tenorowym i klarnecie basowym. Stanisław Cieślak na puzonie. Paweł Jarzębski na basie i Kazimierz Jonkisz na bębnach. Płyty z serii Polish Jazz były przez długie lata jasnym światłem w szarzyźnie codzienności. Nigdy nie zapomnę jaką radość potrafiły sprawiać. Myślę, że nie jedna osoba z mojego pokolenia ma podobne odczucia. Teraz mam wiele reedycji na CD i też cieszą serce. Wydawca zachował szatę graficzną dawnych wydań analogowych.

 

To jedna z najważniejszych płyt w historii jazzu, zarówno polskiego jak i światowego. Redaktor Jan Cegiełka nazwał ją kiedyś "płytą konieczną" i w pełni się z nim zgadzam.

Rewelacyjny quintet Krzysztofa Komedy Tomasz Stańko - trabka Zbigniew Namyslowski - saksofon altowy Krzysztof Komeda - fortepian Gunther Lenz - kontrabas Rune Carlson - perkusja


Tomasz Stańko powiedział, że w jego pamięci Krzysztof Komeda zawsze będzie mistrzem. Wielokrotnie w różnych składach powracał do jego muzyki. Komedzie też dedykowana jest ta niezapomniana płyta pierwszego quintetu Tomasza Stańki.


 

Hiromi Uehara to fenomen. Na jej koncertach słuchacze często tracą panowanie nad emocjami. Nie dziwi to, wszak nieczęsto mamy okazję obcować z geniuszem. Ta wyśmienita pianistka i kompozytorka grała na fortepianie już w wieku pięciu lat. Poważną naukę zaczęła jako sześciolatka. Jej trasa koncertowa z Chickiem Corea była wielkim wydarzeniem. Dla nas niezapomnianym przeżyciem.



Chick Corea & Hiromi Uehara - Spain


 

Bardzo sympatyczny prezent od Pana Manfreda Eichera dla miłośnikow talentu Jana Garbarka. To pakiet, który pod wspólnym tytułem "Dansere" zawiera trzy pierwsze płyty nagrane przez Garbarka dla ECM w latach siedemdziesiątych. To i dzisiaj nadal bardzo interesująca i zaskakująca świeżością i pomysłowością muzyka. Znakomity JAZZ. Kapitalne, niezapomniane składy.

Na "Sart" grają:

Jan Garbarek: saksofony tenorowy i basowy, flet Bobo Stenson: fortepian Palle Danielson: kontrabas Jon Christensen: bębny Terje Rypdal: gitara Arild Andersen: kontrabas

Na "Dansere" i "Witchi-Tai-To" jeden z najciekawszych kwartetów współczesnego jazzu:

Jan Garbarek: saksofony tenorowy i sopranowy Bobo Stenson: fortepian Palle Danielsson: kontrabas Jon Christensen : perkusja


 

"Tirtha" Vijaya Iyera. Znakomita płyta, choć znacząco odmienna od poprzednich dokonań tego artysty. To wyśmienity pięknie rozimprowizowany jazz a jednocześnie muzyka bardzo etniczna, bardzo hinduska. Vijay Iyer jest wszak Hindusem, a w utworzonym przez niego trio grają muzycy hinduscy. Prasanna, bardzo dobry i bardzo oryginalny gitarzysta mocno mnie zafascynował. Jego gra przypomina brzmienie Johna McLaughlina z okresu jego hinduskich fascynacji. Tyle że, moim zdaniem, Prasanna jest w tych "hinduizmach" lepszy, a z pewnością ciekawszy. Jego elektryczna gitara brzmi bardzo niezwykle, odmiennie. Czasami pobrzmiewają w tej muzyce sitarowe dźwięki. Z przyjemnością też słucha się niezwykle uzdolnionego młodego tablisty Nitina Mitty. Utwory to po połowie kompozycje Iyera i Prasanny. Nikt tu nie dominuje. Vijay Iyer często schodzi ze swym fortepianem na drugi plan, lub milknie by pozwolić wybrzmieć kolegom. Jak napisałem powyżej, usłyszycie tu znakomity, pełen genialnych improwizacji jazz i mistyczną muzykę przepełnioną klimatem hinduskich rag. Wszak nawet tytuł płyty "tirtha" wyraźnie to sugeruje. Tirtha to sanskrycki termin, to symboliczna "brama". Przejście miedzy światem realnym a światem mistycznym.


Tirtha performing "Tribal Widsom" part 1


Tirtha performing "Tribal Wisdom" part 2


 

Parę słów o książce, gdyż książka to to dość niezwykła. Historia wczesnych lat jazzu w PRL-u, ilustrowana ciekawymi, archiwalnymi fotografiami. Zapewne nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że napisano ją wierszem, trzynastozgłoskowcem na wzór Pana Tadeusza.


"...ja wtedy byłem za młody, by w tym wszystkim bezpośrednio uczestniczyć...... Ale to są moje muzyczne korzenie...........Myślę, że to wielka sztuka opisać polski jazz i wszystko co go otaczało, wierszem trzynastozgłoskowcem. Markowi się to udało i za to mu chwała."

Tomasz Stańko


A sam Marek Gaszyński mówi: " JAZZ to moja pierwsza miłość, a o pierwszej miłości należy pisać wierszem."


 




Norweski saksofonista i bardzo ciekawy kompozytor Geir Lysne. Opowiada, że przez kilka lat jego żona studiowała i pilnie dreptała w kierunku doktoratu. On w tym czasie opiekował się dziećmi i domem. Rozważał wtedy nad muzyką i nawiązywał kontakty "on-line" z muzykami. Żona dodreptała do tytułu a skutkiem rozważań Geira jest znakomity międzynarodowy band Geir Lysne Ensemble i kilka na prawdę niezwykłych albumów. Muzyka Geira to tradycja zainterpretowana bardzo nowocześnie. A robi to zjawiskowo i kapelę też dobrał sobie właściwą do tego celu.


Zaproponuję dwa albumy, które sam bardzo lubię.

A szczególnie gorąco ten



Geir Lysne opowiada " Zastanawiałem się jak komponowałby Grieg gdyby żył współcześnie i myślę, że właśnie tak."

Muzyka Griega jest tu podstawą na kanwie której Lysne skomponował własne utwory.

Geir Lysne Ensemble - Memorits N'Gneng


 

Po nagraniu przez orkiestrę Diuka Ellingtona suity Peer Gynt Edwarda Griega Norwedzy zareagowali bardzo nerwowo. Prasa norweska pisała o artystycznym wandaliźmie i prymitywnej dziczy. W Stanach z kolei zapytywano, kiedy Europa skończy ze swoją chorą dumą i zechce się dzielić ze światem skarbami swojej kultury.


Rysunek Erika Stroyera ilustrujący artykuł na powyższy temat [dziennik Arbeiderbladet z Oslo 9 czerwiec 1966 rok]


Duke Ellington - Grieg, In the Hall of the Mountain King


Jeden z norweskich publicystów napisał "....Griega odarto z powagi i ośmieszono......to muzyczna błazenada....."


No cóż....Myślę, że tego Pana trudno "odrzeć" z czegokolwiek.


 

Tomasz Szukalski gra tu na saksofonach sopranowym i tenorowym oraz na klarnecie basowym. Peter Warren na kontrabasie, a znakomity fiński perkusista - Edvard Vesala - znalazł się po raz pierwszy na płycie z Tomaszem Stańką. Tomasz Stańko opowiada, że z niewieloma ludźmi łączyła go tak bliska i długoletnia przyjaźń jak z Vesalą. Był ojcem chrzestnym jego córek. Współpracowali ze sobą wielokrotnie.

Z Twet niczego na "tubie" nie znalazłem. Posłuchajcie Stańki z Vesalą wiele lat później.


 

Joshua Redman


Joe Lovano uważa go za najlepszego współczesnego saksofonistę tenorowego. Ma na końcie sporo prestiżowych nagród i nagrał mnóstwo znakomitych płyt. Koncertował i nagrywał z elitą jazzowego świata. Już w 1991 roku, dwudziesto dwu letni Joshua, wygrał bardzo prestiżowy Międzynarodowy Konkurs Saksofonowy im. Theloniusa Monka. Jest synem znakomitego saksofonisty Deweya Redmana, ale ojciec miał znikomy wpływ na styl gry Joshui. Panowie grają bardzo inaczej. Styl gry Joshui wywodzi się z hard bopu, jest jednak pełen swingu, a przy tym niezwykle ciepły. Jego gra to prawdziwa wirtuozeria.

Mieliśmy wielkie szczęście usłyszeć go w Ronnie Scott, w 2007 roku. Piękny to był koncert.




 

Opowiem Wam o niezwykłym trębaczu Art Ensemble of Chicago - Lesterze Bowiem.



Lester Bowie był najbardziej znanym trębaczem avant-garde, jednocześnie będąc też muzykiem, który szczęśliwie odkrywał i badał początki Jazzu we wcześniejszych okresach dwudziestego stulecia. Z powodu, że używał tłumika w stylu 'wah-wah', który był specjalnością w orkiestrze Duka Ellingtona w latach 20 i 30-tych, był czasem nazywany "the new Cootie Williams". Lester używał mruknięć, burczeń i buczeń trąbki, oraz do połowy odsłoniętego wentyla (zasuwy) tak typowych dla wcześniejszych trębaczy i włączył je do awangardowego sposobu wykonywania muzyki. Kiedy grał, bywało że oddalał się od tnącej powietrze agresywnej improwizacji, a zbliżał do piękna, często wkraczając w fascynujący sposób na teren banalnych cytatów z piosenek pop. Jego muzyka pokrywała najszersze i zupełnie nieprzewidywalne spektrum; od "Blueberry Hill" nagranego dla ascetycznej i szacownej wytwórni ECM do jego kompozycji "No Shit". Liryka zawiera właśnie dwa te wyrazy naprzemiennie powtarzane.

Muzyka Lestera była mocno wibrująca życiem, ekstatyczna i wielu podążało za jego "krzywym" humorem i wulkanicznym graniem trąbki. Grupa Bowiego była jedną z wielu, która składała się z inteligentnych muzyków zaangażowanych w walkę o wolność rasową. Tak skomentował wschodzącą gwiazdę sceny jazzowej - Wyntona Marsalisa "with his chops and my brains I could have been one of the greatest". I też Lester w żaden sposób nie pasował do ligi Marsalisa, dobrze urodzonego, wygładzonego technicznie muzyka. Lester i jego koledzy z Association for the Advancement of Creative Musicians (AACM) i zespół powstały w 1968 roku Art Ensemble of Chicago (AEC) wprowadzili pantomimę do jazzu, używając makijażu scenicznego i tworząc podróżujący teatr. Jedyny program ich koncertów, był taki, że nie było żadnego; z sukcesem łączyli teatralne dowcipy, z poważną, kreatywną muzyką avant-garde. Świetnym przykładem połączenia jazzu i teatru był ich występ na Jazz Jamboree w Polsce w roku 1982.



Urodzony w Maryland w 1941 roku, Bowie dorastał w St Luis w czasie, kiedy muzycy ciągle napływali z Nowego Orleanu. Początkowo grał w lokalnym rhytm-and-blues bands prowadzonych przez Little Miltona i Alberta Kinga, którzy wkrótce stali się sławni. Pracował również z wieloma innymi młodymi muzykami z miasta, jak on, przeznaczonymi do sławy. Wśród nich znajdowali się saksofoniści Roscoe Mitchell i Joseph Jarman oraz perkusista Jack DeJohnette. W 1965 roku Lester przeprowadził się do Chicago, gdzie spotkał jazzową śpiewaczkę, która została jego pierwszą żoną - Fontelle Bass. Oto moj ulubiony utwór AEC z Fontella:



Tego samego roku (a mowa o 65') pianista Muhal Richard Adams założyl AACM jako warsztat jazzowy i Lester dołączył do niego. Ich pierwsze nagrania z 1967 roku ukazały grupę nieznanych jeszcze, choć bardzo już zaawansowanych muzyków, w całkowicie spontanicznych improwizacjach. Od tego czasu Bowie i jego przyjaciele nie byli już obcymi w muzycznym świecie. Lester grał na trąbce i rożku, ale także na bardziej egzotycznych instrumentach, jak na przykład buss drum lub mistyczny cowhorn, ale także różnego rodzaju dzwonkach, syrenach, gongach, piszczałkach i gwizdkach, a nawet na cytrze.


W roku 1969 Art Ensemble of Chicago zostało założone z nieco inną ideą. Na scenie zespół imitował uliczne zespoły South Affrica, recytował poezję i używał wszelkiej rozmaitości dźwięków jazzu awangardowego jak i bardziej tradycyjnego. Lester podróżował po całej Europie i w 1969 roku nagrał suitę "Gettin' to Know Y'All" wraz z Baden-Baden Free Jazz Orchestra. W 1994 roku, nagrywał z polskim zespołem awangardowym Miłość i jesienią tego roku w Londynie z Brass Fantasy. Proszę zwrócić uwagę na niezwykle mocny przekaz tego wideoklipu. To słynny protest song Billi Holliday, opowiedziany trąbką. Przejmujące!


Jednak nie poprzestał na Europie i podczas swej Afrykańskiej wizyty w 1974 roku grał z wieloma lokalnymi bębniarzami z Senegalu. W 1983 roku stał się członkiem New York Hot Trumpet Repertory wraz z Wyntonem Marsalisem i grał z całą plejadą znakomitości lat 80-tych. Nagrywał również muzykę do filmów lat 90-tych, w tym do serialu telewizyjnego "The Bill Cosby Show". Uczył gry na trąbce na wielu uczelniach, między innymi Yale i Harvardzie. Zostawił po sobie mnóstwo nagrań, jednym z najbardziej fascynujących jest longplay z 1982 roku "All the Magic".


Zawiera wokale Fontelli Bass i Davida Paestona inspirowane muzyką gospel, oraz suitę skompowaną przez Lestera "For Luie". Zabawne są jego solówki na trąbce, przede wszystkim "Miles Davis meets Donald Duck"

(Miles Davis spotyka Kaczora Donalda).

Założona w 1985 grupa Lester Bowie's Brass Fantasy grywała też czasami slapstikowe reinterpretacje popowych kawałków, między innymi Whitney Huston, Jamesa Browna, czy Sinatry.


Wiliam Lester Bowie; niezwykły trębacz, fascynujący człowiek o niecodziennej wyobraźni, ożenił się dwukrotnie, dał życie sześcioro dzieciom, i zmarł w listopadzie 1999 roku w Nowym Yorku. Ten, kto nie zobaczył jak przejmująco gra Lester na żywo, wiele stracił. Wielka jest więc i moja strata!

Pozostały płyty. Jedna z tych, do których wracam bardzo chętnie.



Stale do mnie powraca pierwszy utwór tej płyty, jego ciągle napływający, łagodny motyw. Posłuchajcie go, jest niewątpliwie piękny:



1. I Only Have Eyes For You

2. Think

3. Lament

4. Coming Back, Jamaica

5. Nonet

6. When The Spirit Returns



Oto instrumentarium tej płyty:

Lester Bowie - (trumpet), Stanton Davis - (trumpet, fluegelhorn), Malachi Thompson - (trumpet), Bruce Purse - (trumpet), Craig Harris - (trombone), Steve Turre - (trombone), Vincent Chancey - (French horn), Bob Stewart - (tuba), Phillip Wilson - (drums)

Piękny, powtarzający się motyw tytułowego kawałka jest rewelacyjny; skłania Lestera do legato. {Dla nie orientujących się w temacie definicja z Wikipedii: Legato jest techniką artykulacji w grze na instrumentach muzycznych, w której kolejne dźwięki są grane płynnie, bez najmniejszych przerw. W ten sposób tworzy się kilku(nasto) nutowe "potoki" dźwięku, w których nie sposób jednoznacznie wyodrębnić pojedyncze dźwięki. W naturalny sposób legato zamyka się we frazie.} "Think" kończy się zaraz po zaczęciu. "Lament" rozpoczyna się jednogłośnym buczeniem rożków, później solowy występ Stantona Davisa. Utwór "Coming back, Jamaica" jest wart większej uwagi; Lester był szczególnie zainteresowany muzyką Jamajki, nawet przeprowadził się tam i mieszkał długie lata, zaniedbując karierę amerykańskiego Art Ensemble of Chicago. W skrócie utwór ten przypomina nieco reggae z wybijanym rytmem tuby Boba Stewarta. "Nonet" był napisany i nagrany przez Stewarta na jego płycie "First line" z całkiem innym zespołem. "When the spirit returns" rozpoczyna się powolnymi dźwiękami; brzęczenia, mruczenia, buczenia dźwięczą aż do znaku Stewarta (tuba) i Wilsona (perkusja), że czas już zacząć zabawę. A jest to prawdziwy festyn, muzyka tętni radośnie. Życie jest piękne, gdy otaczają nas takie dźwięki. Mam nadzieję, że po zapoznaniu się z trąbką Lestera Wasze życie stanie się może bardziej radosne...


Violetta Liszka


 

A Lester Bowie i Jack DeJohnette wychowali sie razem. Są nieomalże "kumplami z osiedla". Mimo to, lub może dlatego, grali ze sobą bardzo niewiele.

Bardzo podoba mi się wypowiedź Bowiego dotycząca utworu "Miles Davis spotyka kaczora Donalda" ........"połączyć wirtuozerię Wintona Marsalisa z drapieżnością Milesa, o, to by było to...." Myślę, że w dużym stopniu osiągnął to TO.


 

Rahsaan Roland Kirk

Ten niewidomy muzyk to jazzowa znakomitość. Niezwykły multiinstrumentalista i eksperymentator. Śmiały, łamiący "konwenanse" i wyprzedzający swoją epokę muzyk. Grał na wielu instrumentach, w tym też dość niezwykłych [np. XIX wieczny manzello]. Niezwykłością było to, że Kirk potrafił grać na trzech instrumentach jednocześnie. Bardzo lubił i cenił tego muzyka Jimi Hendrix.

Moje ulubione plyty:



 

Piękny album, którym nowojorskie wydawnictwo Abrams uczciło osiemdziesiąte urodziny genialnego saksofonisty.



Bardzo ciekawe, czasem równie bardzo wzruszające fotografie.

I ja tam byłem....London Jazz Festival 2010.


Sonny Rollins 80 birthday at Barbican, London


 

Nieczęsto możemy zachwycać się płytami nagrywanymi w duetach. Tą płytę nagrało dwóch wybitnych weteranów jazzu, amerykański saksofonista Archie Shepp i niemiecki geniusz fortepianu Joachim Künh.


Archie Shepp to wyśmienity i bardzo wszechstronny saksofonista. Jest równie znakomity w awangardowych free-jazzowych improwizacjach jak w graniu bardzo nawet tradycyjnym. Szczególnie wielkim zainteresowaniem muzyka cieszą się afrykańskie korzenie jazzu. Jest też dramatopisarzem, autorem wielu nagradzanych sztuk teatralnych.

Joachim Kühn to pianistyczny geniusz. Naukę gry na fortepianie rozpoczął w wieku pięciu lat, a w szesnastym roku życia został zawodowym muzykiem. Grał mn. z Ornettem Colemanem. Na powyższej płycie jest "Lonely Woman" Colemana. (Wraz z bratem, klarnecistą Rolfem bardzo pomógł Tomaszowi Stańce w zaistnieniu na zachodnich scenach muzycznych).

Płytę nagrano we Francji 15 i 16 września 2010 roku. Premierę miała w czerwcu 2011. Jest na prawdę godna uwagi.


 

Bardzo wielu muzyków, nie tylko saksofonistów i nie tylko jazzowych przyznaje, że wielki wpływ na ich muzyczną drogę miał John Coltrane. Był dla nich numerem jeden. Podziwiał Coltrane'a Jimi Hendrix. Od fascynacji Coltranem zaczęła się muzyczna przygoda Jana Garbarka. Zbigniew Seifert, którego jazzowe granie zaczęło się od saksofonu, mówi że przełożył język Coltrane'a na skrzypce. Mógłbym tak wymieniać w nieskończoność. Niewielu jest muzyków w całej muzycznej historii, których wpływ na rozwój tej sztuki byłby tak znaczący.


Pakiet wydany w 2011 roku. Dziesięć płyt z pięknym Colltraneowskim graniem


 


Sun Ra. Urodził się w 1914 roku jako Herman Poole Blount. Zmienił jednak oficjalnie nazwisko na Le Sony'r Ra i takie nazwisko widniało w jego paszporcie i wszelkich oficjalnych dokumentach. Publicyści muzyczni uprościli to nazwisko do Sun Ra i tą wersję we wszelkich publikacjach muzycznych artysta przyjął. Jeden z najciekawszych, a też najbardziej kontrowersyjnych muzyków w historii jazzu. Nazywany był geniuszem, szaleńcem a nawet, przez bardziej tradycjonalnych krytyków, błaznem. Ja w jego szaleństwo powątpiewam. Lubił gdy pisano o nim Mister Mistery [Pan Tajemniczy] i sądzę, że cała kosmogoniczno-magiczna otoczka była celowym i konsekwentnym tworzeniem postaci scenicznej. Było to często spotykane wśród czarnoskórych muzyków. W porównaniu z szaleństwami Screamina Jaya Hawkinsa pomysły Sun Ra wyglądają dość skromnie. Miał też żelazne zasady. Żadnego alkoholu, żadnych narkotyków. Od swoich muzyków także wymagał całkowitej abstynencji i był bardzo zdecydowany w tych wymaganiach. Jego rewelacyjny big-band Arkestra był w latach 60-siątych najciekawszą i najnowoczesniejszą eksperymentalną formacją jazzową. Byli mistrzami grupowej improwizacji i prekursorami polirytmii. Sun Ra był też poszukiwaczem nowych brzmień, lecz starał się też wskazywać afrykańskie korzenie jazzu. Właśnie w afrykańskich rytmach odnalazł nowe i rewolucyjne zastosowanie perkusji i instrumentów perkusyjnych. Miał wielki wpływ na późniejsze, znakomite formacje, takie jak AACM [pisała o nich Violetta] czy Art Ensamble Of Chicago. W ciągu trzydziestu lat istnienia w formacji grało wielu wybitnych muzyków. Mimo, iż Sun Ra niezbyt dbał o jakość nagrań płytowych, pozostało po nich też sporo znakomitej muzyki. Tu jednak trzeba nieco uważać, gdyż czasem zdażają się płyty nagrane mocno niedbale.


Czy Sun Ra był szalony? Nie wiem.....Czy był geniuszem? Hm.....Geniuszem był Coltrane. Sun Ra na pewno był znakomitym, ciekawym muzykiem, który bardzo wiele wniósł do JAZZu.


Dla tych, którzy lubią poczytać.



 

Galliano and Marsalis - La Vie En Rose


Czarowna płyta. Łączy w sobie klimat starego Nowego Orleanu i urok międzywojennych kabaretów Paryża. Do tego najlepsza [zdaniem wszelakich krytyków] trąbka w historii jazzu. Ja wolę Bowiego, ale zgadzam się, że wirtuozeria Marsalisa jest niedościgła.


Them There Eyes - Wynton Marsalis & Richard Galliano


 


Kawał świetnej muzyki. Kapitalne połączenie współczesnego grania z klimatem z czasów słynnych jazzowych big-bandów.


 

"...Chodzi o to, że w naszych czasach artysta musi umieć się znaleźć w coraz bardziej skomplikowanym świecie.....Talent to jest nic. Bardzo wielu ludzi ma talent......Sam talent i umiejętności nie wystarczą."


Tomasz Stańko

Fakt. Żeby w tym naszym skomplikowanym świecie zaistnieć trzeba wielkiej siły przebicia, pracowitości i umiejętności prawdziwego wojownika, aby ten talent został zauważony. Trzeba, jak mawiał Miles Davis, być bokserem. Ja dodałbym jeszcze, że trzeba mieć szczęście. To też element niezbędny. Przypomniały mi się te rozważania w tunelach londyńskiego metra, gdy usłyszeliśmy saksofon na najwyższym poziomie. Pan, na oko nieco po trzydziestce, grał na sopranie. Grał tak, że trudno było od niego odejść. Mógłby bez wstydu zagrać z najlepszymi. Gdybym miał porównać, ten piękny ton i uroda gry najbliższa była sztuce Johna Surmana. Pomyślałem wtedy, że skoro dotąd nie wyszedł poza "metrowe granie" to już zapewne nie wyjdzie. Musiało widać zabraknąć tych czynników, o których powyżej. Jaka to szkoda... Ile wspaniałej sztuki przepada dla nas. Przypomniały mi się powtórnie w "Ronnie Scott". Kwartet Stephano D'Silvy supportowal trio Simcocka. Kwartet, bo zespół wzbogacił się o saksofonistkę. Tak. Kobieta gra na sopranie i alcie. Występ zespołu pana Silvy nie zachwycił nas. Bardzo przeciętna muzyka. Bez polotu. Dość szybko zaczęliśmy niecierpliwie oczekiwać zespołu Gwilyma Simcocka. Jedynie basista D'Silvy wykazał nieco fantazji i trochę urozmaicił ten nieco nudnawy występ. Później jednak, gdy zagrał genialny Yuri Goloubev, jego popisy bardzo nam "wyblakły". Pomyślałem o ile ciekawszy byłby występ saksofonisty z metra...

Koncert Trio Gwilyma Simcocka był kolejnym niezapomnianym przeżyciem w "Ronnie Scott". Sam Gwilym to bardzo niezwykły człowiek. Jego gra to połączenie wielkiego, pewnego siebie spokoju i wspaniałego pianistycznego szaleństwa. To zaprawdę genialny muzyk. Jest też obdarzony wielkim poczuciem humoru. Każdy utwór zapowiadał osobiście, a każda zapowiedź kończyła się żartem i wybuchami śmiechu publiczności. Zespół. Fantastyczny Yuri Goloubev. Jeden z najlepszych współczesnych basistów. Absolutna światowa czołówka. Znałem go już wcześniej z dokonań z Russian Jazz Quortet Andrieja Kondakowa. Już wtedy mnie zachwycił, a teraz, u Simcocka gra jeszcze ciekawiej. Doskonały jest też James Maddren. To perkusista o niezwykle ciekawym stylu. Bardzo melodyjnym, a przy tym pełnym energii niespożytej. Przez cały koncert James nie przestawał się uśmiechać. Często też wybuchał radosnym śmiechem. Gwilym Simcock zaczął występ tymi słowami: "Jestem zaszczycony i bardzo szczęśliwy, że mogę znowu zagrać z tak wspaniałymi muzykami."

Po koncercie, przy klubowym barze, Violetta porozmawiała sobie serdecznie z Gwilymem. Rozmawiało się im tak dobrze, że ja byłem uczestnikiem raczej biernym. Dowiedzieliśmy się, że muzycy bardzo przez nas lubianego zespołu Phronesis to szkolni koledzy Simcocka i że też ich lubi. Gwilym i Violetta odnaleźli wspólne zamiłowanie do zespołu EST i temu poświęcona była spora część rozmowy. Gwilym powiedział nam, że Kaliski Festiwal pianistów, jest jednym z najlepszych festiwali jazzowych na świecie. Bardzo zadowolony jest z uczestnictwa w tej pięknej imprezie i zawsze chętnie tam wróci.


Bardzo interesująca płyta.


Yuri Goloubev - kontrabas Klaus Gesing - saksofon sopranowy i klarnet basowy Gwilym Simcock - fortepian Giovanni Falzone - trabka, flugelhorn Asaf Sirkis - perkusja


 






Gwylim Simcock to obecnie jeden z czołowych muzyków jazzowych Wielkiej Brytanii. Laureat wielu prestiżowych nagród. BBC3 już dwukrotnie nadała mu tytuł muzyka roku. Zadebiutował w Acoustic Triangle. Płyta "Catalyst" wydana w 2003 roku była wydawniczą sensacją. Gwilym w Acoustic Triangle, poza fortepianem, grał też na waltorni i rogu.



Acoustic Triangle - Bourdion

Malcolm Creese - kontrabas Tim Garland - saksofony sopran i tenor, klarnet basowy Gwilym Simcock - fortepian, waltornia, róg


Myślę, że granie bez perkusji najłatwiejsze nie jest. W Triangle Acoustic brak perkusji był zabiegiem celowym.


 

Wspomniałem już o fascynującym muzyku i dramaturgu Archiem Sheppie. Zaproponuję wam płytę z muzyką niezwykłą. Bardzo przejmującą . To efekt afrykańskich poszukiwań Sheppa.


2CD.

Pierwsza płyta to fantastyczna "Blase" Tytułowy utwór znacie być może z repertuaru Art Ensamble of Chicago ale to kompozycja Sheppa.


Archie Shepp Blase



Druga to nagrania koncertowe z Pan African Festival. Zespołowi Sheppa towarzyszą muzycy z plemienia Tuaregów. To już trudniejsza muzyka choć nie mniej znakomita. Archie Shepp na harmonijce!

Archie Shepp - My Angel



 

Yaron Herman Trio Follow The White Rabbit


 

Herbie Hancock i Chick Corea. Masonic Auditorium, San Francisco 1978 rok


Herbie Hancock and Chick Corea (1978)


 

Trio bardzo godne uwagi. Znakomity pianista Joachim Kühn. Grywa też na saksofonach. Majid Bekkas - guembri [guawa bass], molo [griot], kalimba i niezwykły bardzo afrykański wokal Ramon Lopez - perkusja, tabla

Guembri


Molo


Kalimba


Joachim Kühn & Majid Bekkas - Out of The Desert / 02.04.2010


Płyty:





 

"Blublula" z Karolakiem na fortepianie, Wegehauptem na basie i "Małym" Bartkowskim na bębnach. Kapitalne!



Stanisław Sojka Blue Monk


 

2 CD. Znakomity album. Ann Arbor Festival to była w latach 60/70 coroczna impreza, ale 1972 zasługuje na szczególną uwagę. To było takie Bluesowo-Jazzowe Woodstock. Zagrała cała elita tych gatunków muzyki. Na płytach nie uwzględniono wszystkich wykonawców. Nie ma nawet wielkich sław które tam wtedy wystąpiły (np. Art Ensemble of Chicago czy Milesa Davisa) Bardzo mnie ucieszyło, że "Wounded Bird Records" wydał w 2014 roku kolejną edycję tego albumu.


Disc: 1

1. Introduction to the Festival - Michael Turner 0:14 2. Kitchen Sink Boogie - Hound Dog Taylor & the Houserockers 3:56 3. Wang Dang Doodle - Koko Taylor 6:16 4. Ain't That Loving You - Bobby 'Blue' Bland 2:19 5. I Walk on Guilded Splinters - Dr. John 4:31 6. (I Am a) Roadrunner / These Things Will Keep Me Loving You - Junior Walker & the All Stars 4:25 7. Tribute to Fred McDowell: (A) Write Me a Few of Your Lines, (B) Kokomo, (C) Drop Down Mama - Bonnie Raitt 3:38 8. Highway 49 - Howlin' Wolf 5:22 9. Honey Bee - Muddy Waters 5:18 10. Form Kinetic -CJQ 6:15

Disc: 2

1. Dedication to Otis Spann - John Sinclair, Muddy Waters, Lucille Spann Festival 1:06 2. Dedicated to Otis - Lucille Spann with Mighty Joe Young 6:32 3. Goin' Down - Freddie King 4:22 4. Please Send Me Someone to Love - Luther Allison 7:23 5. My Last Meal - the Boogie Brothers with Sister Sarah Brown 2:41 6. Dust My Broom - Johnny Shines 3:07 7. Gambler's Blues - Otis Rush 7:38 8. Women Be Wise - Sippie Wallace with Bonnie Raitt 3:07 9. Life Is Splendid - Sun Ra & His Solar-Myth Arkestra 6:05

Otis Rush Ann Arbor Blues Festival 1972


Art Ensamble of Chicago, których na tym albumie nie uwzględniono usłyszeć możecie na świetnym live- albumiel "Bap-Tizum" który właśnie tam został nagrany.



 

Dylan na jazzowo. Kompozycja Boba Dylana na płycie Charlesa Lloyda.


Charles Lloyd & the Marvels - Masters Of War