Jimi Hendrix

Zaktualizowano: 24 wrz 2018





Niezwykła fotografia.



I jej niezwykła historia:

"Edytor Rave zadzwonił do mnie i umówiliśmy się w Covent Garden Studio. Wygladało na to, że Terry (Rave) jest gotów by natychmiast przystąpić do pracy. Powiedział "Mike, czy zechcesz sfotografować nowego gościa w mieście, który nazywa sie Jimi Hendrix? Czy słyszałeś już "? Jimi ma tylko pół godziny czasu. Potem ma umówione interview. Poradzisz sobie z tym? " Pewnie. 22 letni, urodzony na Old East End fotograf, nie mógł przepuścić takiej okazji. Zapach Jimiego uderzył mnie zanim weszłem do studia. To była petunia. Jimi miał na sobie welwetowy żakiet, białą koronkową koszulę i z jego fryzurą afro, wyglądał bardzo niezwykle. Gdy spojrzałem przez obiektyw pożyczonego Hasselblada, zobaczyłem, że jego afro znika na niebieskim tle backgroundu. Założyłem czerwony, teatralny filtr na stroboskopowy reflektor umieszczony za jego głową. Pokazałem Jimiemu próbnego polarojda i on zachwycił się tym zdjęciem. Kiedy skończyłem pracę, pomyślałem, że całkiem nieźle mi poszło. Niedawno jeden z artystycznych krytyków nazwał to zdjęcie ikoną. Rave był bardzo zadowolony z tych zdjęć. Obiecał, że po wykorzystaniu, wydawnictwo je zwróci, ale tak się nigdy nie stało. Na szczęście zostawiłem sobie jeden negatyw. Później dowiedziałem się że i negatywy i fotografie, przechowywane przez Rave'a zostały w jego piwnicy pogryzione przez szczury i zalane wodą. Duża strata. Było tam sporo znakomitych zdjęć muzyów z lat sześćdziesiątych. W szaleństwie stawania sie wziętym fotografem, zapomniałem o tym negatywie na 40 lat. W latach osiemdziesiątych stałem się komercyjnym wydawcą. Wyjechałem do Los Angeles, a pudła z moimi pracami wyemigrowały wraz ze mna. W 1994, po słynnym trzęsieniu ziemi, moje materiały wylądowały w garażu mojego asystenta, Robby'ego. W 2010, Robby zadzwonił do mnie i spytał czy mogę odebrać te pudła. Wyobraźcie sobie moją radość, gdy wypatrzyłem twarz Jimiego pod grzybem zasłaniającym negatyw. Zajęło mi kilka lat skanowanie i odzyskiwanie każdego piksela tej fotografii. Ale udało się. Jestem z tego ogromnie dumny."

Mike Berkofsky

"Bycie bogiem to działalność uboczna. Podstawowa dzialalność to nagrywanie płyt, długie godziny w studio. Tłuczenie do znudzenia często jednego kawałka. Zmęczenie trasą i marzenie by chwilę odpocząć.... "

Andrew Loog Oldham



Jimi z bratem Leonem


Dzieciństwo Jimiego nie było łatwe, a sytuacja rodzinna mocno była skomplikowana.Napiszę jak to widzę, po przeczytaniu sporej ilości publikacji, pełnych różych plotek i sprzecznych ze sobą przypuszczeń. Szesnastoletnia Lucilla Jeter zakochała się mocno w Jamesie Allenie Hendrixie, zwanym Alem. Al był świetnym tancerzem i niezwykle czarującym chłopakiem. Lucilla dość szybko zaszła w ciążę i postanowili z Alem się pobrać. Byli wtedy bardzo zgodną i mocno zakochaną parą. Tuż po ślubie (trzy dni) w marcu 1942 roku Al dostał powołanie do wojska i wyjechał.

Lucilla zostala sama i wkrótce [27 listopada] ta 17-sto letnia, niedawno jeszcze uczennica, została matką. Ochrzciła syna John Allen i takie były początkowo imiona Hendrixa. Nazywano go Johnny. Lucilla bardzo źle radziła sobie w tej roli. Nie dostała żadnego finansowego wsparcia od armii. Matka, niedawno owdowiała i też nie była w stanie jej pomóc. Lucilla była tak z racji słabego zdrowia, jak i niezwykłej urody, rozpieszczaną panienką. Rola samotnej matki ją przerosła. Na wniosek babki Clarice Johnnym zajeła się kościelna instytucja opiekuńcza. Clarice wkrótce umarła a Johnnym zajęła się jej cioteczna siostra, zamieszkała w Kaliforni. Johnny wyjechał do Kaliforni gdzie miał wspaniały dom i czułą, serdeczną opiekę cioci babci i jej trójki dorosłych już dzieci. Jeszcze pod koniec służby wojskowej do Ala dotarły informacje, że Lucilla spotyka się z innym mężczyzną. Informatorem był ktoś z bliskiej rodziny samej Lucilli. Rozważał rozwód, ale wtedy do niego nie doszło. Po wyjściu z wojska w 1945 roku [odsłużył trzy lata ] Al zabrał syna od cioci-babci i wraz z Lucillą wprowadzili się do siostry Lucilli, Dolores. To właśnie ciotka Dolores przezwała Johnnego Buster i to przezwisko strasznie do niego przylgnęło. Gdy Johnny skończyl cztery lata, ojciec zalatwił mu urzędową zmianę imienia na James Marshall i powiadomił syna, że od tej pory ma na imię Jimi. Powodem zmiany imienia była zazdrość. Al podejrzewał, że John, to imię kochanka Lucilli. Mały Hendrix wpadł w rozpacz, bo nauczył się już u cioci-babci podpisywać John. Rodzice bardzo często i bardzo ostro się kłócili . Al miał napady zazdrości i urządzał piekielne awantury. Często dochodziło do rękoczynów z obu stron. Jimi bardzo źle to znosił i na wszelkie sposoby usiłował godzić rodziców. Taki to byl kotłujący się dramat miłości, zazdrości i często nienawiści. Nie miał Jimi wtedy łatwego życia. W 1948 urodził mu się brat Leon, a w rok później Joseph. Lucilla często znikała na kilka dni, lub kilka tygodni, lecz zawsze wracała. Urodziła w tym okresie jeszcze dwoje dzieci. Były kalekami i zostały oddane do adopcji. Do adopcji trafił też Joseph. Dopiero pod koniec 1950, pewnego wieczora Lucilla odeszła by nigdy nie wrócić. Jimi wspominał, że matka pocałowała go i powiedziała: "Jimi, dzieciaku, wybacz mi, ja muszę od tego wszystkiego uciekać". Rodzice rozwiedli sie w 1951 roku. Al dostał wszelkie prawa rodzicielskie i opiekuńcze. Zabronił synom kontaktować się z matką. Chłopcy często urywali się ze szkoły, by potajemnie odwiedzić Lucillę, którą mocno idealizowali. Jimi zawsze, do końca życia, miał przy sobie to zdjęcie.




Niewiele miał do powiedzenia, a jeszcze mniej do ofiarowania Al Hendrix, gdy zabierał syna od cioci-babci.

Jimi wspomina: "Było mi bardzo dobrze w Kaliforni. Nie wyobrażacie sobie jak bardzo było mi źle i jak bardzo się bałem, kiedy zabrał mnie z tamtąd jakiś, zupełnie wtedy dla mnie obcy facet. To jedno z najgorszych wspomnień mojego dzieciństwa." W 1967 roku, Keith Altham, reporter "New Musical Expres" odwiedził londyńskie mieszkanie wynajmowane wspólnie przez Hendrixa i Chasa Chandlera. Wspomina: "W sypialni Hendrixa pod lampą sufitową zawieszone były dwa małe cherubiny. Jimi kupił te figurki w którymś charity shop. Zauważyłem, że jeden z aniołków ma złamana rękę i powiedziałem o tym Hendrixowi. Jimi usmiechnął się i odpowiedział: a widzisz, że potrafi latać nie gorzej od drugiego... Potem Chandler powiedział mi, że te anioły mają metaforyczne znaczenie dla Hendrixa. Zrozumiałem, że sam Hendrix potrafił wzlecieć, mimo złamanego dzieciństwa. Potrafił wznieść się ponad nie."

Twórca wspaniałych filmów muzycznych, Tony Palmer: "Jimi urodził się muzykiem. Urodził się by grać. To, czego brakuje większości muzyków, nazywa sie feeling. Hendrix miał go w nadmiarze. Wielkim cudem Jimiego było też to, jak potrafił przezwyciężyć swoją ogromną nieśmiałość. Dziedzictwo dzieciństwa. Nie wielu zdaje sobie z tego sprawę."



Jimi z ojcem i domowymi zwierzakami


W kilku publikacjach spotkacie się z wątpliwościami na temat ojcostwa Ala. Nawet jest parę słów we wspomnieniach samego Ala. Al nigdy nie wyrażał wątpliwości co do ojcostwa w przypadku Jimiego. Co do Leona, w okresie ciąży Lucille zrobił parę awantur na ten temat. Po urodzeniu Leona chwalił się jednak i zachwycał drugim synem. Natomiast nie przyznawał się do dzieci kalekich [trójki]. Jednak gdy zrzekał się w sądzie wszelkich praw ojcowskich do nich, podpisał pismo którego istotna część brzmiała: "Są to moje urodzone dzieci i zrzekam się wszelkiego prawa do stanowienia o nich....." Później, nawet w stanie najmocniejszego upojenia alkoholowego, Al nie wypierał się dwóch pierwszych synów. Denerwowało go pierwsze imię Jimiego {John} gdyż uważał, że Lucille nadała jego synowi imię kochanka, którego poznała w czasie służby wojskowej Ala. Dlatego je prawnie zmienił.

Wspomnienia Ala, ojca Hendrixa mają tytuł "Mój syn Jimi" jednak gro zawartego w nich materiału dotyczy tego jakim świetnym facetem był Al i jakie nieszczęścia spotykały go w życiu. W bardzo wielu książkach, w wypowiedziach wielu związanych z Jimim osób (w tym brata, Leona) w artykułach i wywiadach z samym nawet Jimim, jest wiele wypowiedzi bardzo niezgodnych z opowieściami Ala. Wyjątkiem jest Cross, który chyba słabość miał do Ala jakąś i często się z nim zgadza. Wspomnę tylko o jednej sprawie. Ciotki Jimiego i jego koledzy z lat dzieciństwa opowiadają, że ojciec często i bardzo mocno bił Jimiego. Sam Al jakoś o tym nie wspomina.



Dzień otwarty w Fort Ord w lipcu 1961 roku. Ten wojak z gitarą to Jimi


W styczniu 1962 roku Jimi sformował w forcie Campbell [Kentucky] grupę The King Kasuals. Z Jimim grali Billy Cox na basie i Gary Ferguson na bębnach. Okazjonalnie grywał z nimi major Charles Washington na saksofonie. To był podstawowy skład kapeli. Zdarzało się jednak, że z Jimim grywali muzykujący wojacy nie będący w składzie King Kasuals. Zespół grał w dwóch klubach fortu Campbell. Wyjeżdżali też na koncerty do Clarsville [Tennesse]. Np. 6 lipca 1962 roku zespół dał dwa koncerty w Clarsville. Pierwszy w klubie dla amerykańskich weteranów. Drugi, poźno-wieczorny w Clarsville Pink Poodle Club.

Pierwszy cywilny skład The Kings Kasuals. Zdjęcie fatalne, ale lepszym nie dysponuję a wydaje mi się cenne. Styczeń 1963 rok, Club Del Marocco w Nashville

Jimi Hendrix, Alphonso Young [druga gitara], Billy Cox, niezidentyfikowany perkusista i słabo tu widoczny Buford Majors na saksofonie. Kapela wystąpiła w tym klubie w koncercie świątecznym w grudniu i grali później regularnie jeszcze w styczniu i lutym. W marcu Jimiego zaangażowała grupa Hank Ballard and The Midnighters [śpiewała z nimi Aretha Franklin] na koncerty w Południowej Carolinie.

14 marzec 1963r. Charleston, South Carolina



Jimi bardzo mocno związany był z ojcem. Z każdego miejsca w którym się znalazł pisał do niego.

Z wojska:


I zdjęcie


na którego odwrocie Jimi też napisał ojcu parę słów



A wojakiem Jimi był fatalnym. Jak wspomina jego były sierżant, Jimi spał na służbie, dekował się po kątach i nie mógł pojąć wojskowej dyscypliny. Karne YES SIR zupełnie mu nie wychodziło i wyraźnie nie mógł się doczekać końca służby. Jednak okres ten był jakoś dla Hendrixa ważny. Bardzo chętnie opowiadał później o tym jak był komandosem i skakał na spadochronie.


Z kalifornijskiego turnee z zespołem Little Richarda



I z Europy



Ostatnia wizyta Jimiego w domu, w Seattle:

To wtedy opowiadał Jimi ojcu o planach poszerzenia składu zespołu o instrumenty dęte. Jednym z prezentów od Jimiego była wtedy koszula dla ojca. Całkiem możliwe, że to właśnie w tej koszuli Al się tu prezentuje.



Jimi i Fayne Pridgeon


W 1964 roku Jimi Hendrix zawitał do Harlemu. Miejsca, które nazywano wtedy "domem czarnej muzyki" Hmm.... Pomimo, iż Elmore James, Jimmy Reed czy Big Maybelle odnosili spore sukcesy, blues w Harlemie umierał. Społeczeństwo Harlemu chciało słuchać mocnego rhytm & bluesa, a ceniło artystów takich jak James Brown i tylko takiej muzyki chciano tam słuchać. Jimi wspomina, że już na samym początku usłyszał, iż muzycy tacy jak Muddy Waters są przeżytkiem i nikt ich nie słucha. Równie chłodny był stosunek mieszkanców Harlemu do rocka. Gusty Hendrixa zdecydowanie się różniły. Jego uwielbienie dla bluesa było niezachwiane, ale też bardzo chętnie słuchał progresywnego białego folku. Nie mniej inspirował go rock. Obok artystów tradycyjnego bluesa, Jimi najchętniej słuchał wtedy Boba Dylana i The Beatles. Jimi pojawił się w Harlemie jako zupełnie początkujący muzyk. Nie miał żadnego dorobku i mimo, iż nie chciał ulegać panującym tam muzycznym modom, sytuacja go do tego zmusiła. Był bezdomny i zupełnie bez środków do życia. Zgłosił się do konkursu muzycznego w Apollo Theater. Zagrał to, co chcieli uslyszeć. Wygrał i dostał w nagrodę 25 dolarów. Były to jedyne pieniądze jakie Jimiemu zapłacono. Później mógł grać już tylko za darmo.

Jimi: "Wkopałem się w to granie w Apollo Theater i dosłownie umierałem z głodu przez trzy tygodnie. Żyłem w fatalnych warunkach. Sypiałem w zsypach na śmieci wielkich czynszówek. To było piekło. Biegały po mnie szczury a karaluchy wykradały mi z kieszeni cukierek, który miał być moim śniadaniem. Próbowałem jeść nawet skórki od pomarańczy."


Jimi miał jednak szczęście. Poznał piękną i mocną kobietę, Fayne Pridgeon. Fayne, mimo iż nie była muzykiem, była w środowisku muzyków bardzo lubiana. Przyjaźniła się z Otisem Reddingiem i Little Williem Johnem. Fayne i Jimi bardzo przypadli sobie do gustu. Zbliżyła ich też miłość do bluesa. Spędzali całe godziny na słuchaniu płyt ukochanych bluesmanów z potężnej kolekcji matki Fayne. Pridgeon była zauroczona znajomością i rozumieniem bluesa Hendrixa. Wspomina, iż pierwszym wspólnie słuchanym bluesem byl utwór "Anna Lee" Elmora Jamesa. Opowiada też, iż Jimi często słuchał wielokrotnie tego samego kawałka. Podnosił igłę, sam grał na gitarze i śpiewał jakiś fragment, po czym znowu kładł iglę na płytę.

Pridgeon widziała jak ciężko znaleźć Jimiemu sensowne granie w Harlemie. Postanowiła mu pomóc. Poprzez przyjaciół załatwiła spotkanie z Isley Brothers. Jimi zrobił na nich pozytywne wrażenie. Początkowo uzyskał pozycję gitarzysty w zespole supportujacym występy Isley Brothers, ale szybko dołączył do zespołu.

W tym czasie, zwrócił na Jimiego uwagę szef wytwórni nagraniowej Sue Records, Juggy Murray. Murray nagrywał płyty Ike'a i Tiny Turnerów a od czasu wydania ich singla "A Fool in Love" zaczął się bardzo na rynku muzycznym liczyć. Murray tak opowiada o pierwszym spotkaniu z Jimim. "Poszliśmy do Smalls Paradise gdzie zawsze brzmiała dobra muzyka. Występowali Isley Brothers i Hendrix grał z nimi na gitarze. Grał zębami, za plecami, był niesamowity. Gitarowy szatan. W czasie przerwy dałem mu wizytówkę. Potem przyszedł do mojego biura i podpisaliśmy umowę."

Murray miał nadzieję, że Jimi będzie dla niego kolejnym Ikem Turnerem i pozwoli mu znowu zabłysnąć. Ale Jimi Turnerem nie był.


Murray: "Po podpisaniu umowy Jimi był w studio tylko dwa razy. On nie był Ikem i nie wiedziałem jak z nim zrobić przebój. Chciał być tylko gitarzystą bluesowym i rockowym, więc jak miałem z nim zrobić hit? Próbowaliśmy dwóch różnych rzeczy, ale nic nam nie wychodziło."

Panowie nie byli w stanie się zrozumieć. Jestem pewny, że później Murray mocno tego żałował. Jimi nadal grał z Isley Brothers. Myślę, że ze wszystkich grup z którymi Jimi grywał wtedy, współpraca z Isley Brothers była najsensowniejsza. Miewali starcia. Jimi nie chciał zakładać uniformu i protestował przeciw graniu dokładnie tych samych dźwieków każdej nocy, jednak to tylko Isley dali mu możliwość nagrywania w studio.

Z Isley Brothers w Atlantic Studio


Jednak Jimi "dusił" się w takiej formule jaką proponowali Isley. To absolutnie nie było to, o co mu chodziło. Myślę, że surowe solo Hendrixa w "Testify"najlepiej pokazuje na co było go stać. Jimi stawał sie coraz bardzie niespokojny i wkrótce grupę opuścił.


Po odejściu od Isley Brothers Jimi przyjął pseudonim Maurice James i dołączył do zespołu Little Richarda. Ich współpraca była krótka acz burzliwa. Richard miał bardzo maleńką tolerancję do wszystkiego, co uważał za naruszenie jego autorytetu a Jimi nie był wystarczająco posłuszny. Były spięcia co do ubioru i zachowania na scenie. Richard też zarzucał Jimiemu, że jego gra i zachowanie odwraca uwagę od głównej gwiazdy, czyli od niego. Ale to nie te nieporozumienia były powodem odejścia Jimiego. Hendrix: "Zrezygnowałem z powodu nieporozumień finansowych. Richard nie chciał płacić. Po pięciu i pół tygodniach grania za darmo, odszedłem. Nie możesz żyć obietnicami gdy jesteś w trasie. Nie najesz się tym. Musiałem zrezygnować."

Stabilne koncerty {i zarobki} znów stały się marzeniem. W tej trudnej sytuacji Jimi czerpał siłę z pięknej relacji z Fayne. Zamieszkali razem w Harlemie. Często żyli na hot dogach, bo nie było ich stać na nic lepszego. Zdarzało się, że Jimi kupił sukienkę dla Fayne czy bluesowego winyla, a potem brakowało na czynsz.

W 1965r. Jimi pracował jako gitarzysta sesyjny z kapelami Joey Dee and The Starliters i Curtis Knight and The Squires. Nie były to popularne kapele i koncerty z nimi nie były w stanie zapewnić Hendrixowi utrzymania. Jimi szukać musiał dodatkowych źródeł dochodu. Wyjściem były krótkie trasy z Kingiem Curtisem i innymi muzykami.


Jimi Hendrix, Joey Dee i Wilson Pickett

Jimi: " Byłem już tym wszystkim bardzo zniechęcony. Miałem dość. Granie wciąż tych samych dźwięków mnie dobijało. Byłem tylko figurą w cieniu. Po za zasięgiem wzroku i bez znaczenia. Miałem głowę wypełnioną muzyką i pomysłami, ale potrzebowałem do tego ludzi a nie łatwo było ich znaleźć. Miałem przyjaciół w Harlemie i mówiłem im - chodźmy razem do Village i zróbmy coś. Ale oni byli zbyt leniwi albo za bardzo się bali. Chcieli też bym zagwarantował im pieniądze. Tłumaczyłem, nie dostaniesz pieniędzy od razu, bo to my chcemy coś im dać. Trzeba umieć zrezygnowac z kilku rzeczy na początek. Nie chcieli sie ruszyć. Poszedłem do Village sam i nareszcie mogłem zacząć grać tak jak chciałem."

Sfrustrowany brakiem sukcesu i mocno juz zniechęcony życiem w Harlemie, Hendrix przeprowadził się do Greenwich Village. W Village dominowała folkowa muzyka, ale ogromna ilość pubów i klubów nocnych dawała szansę zaistnienia bardzo różnorodnym artystom. Hendrix bardzo szybko poczuł ducha Village. Zaaklimatyzował się błyskawicznie i doskonale radził sobie w tym środowisku.

Jimi: "W Village ludzie byli zupełnie inni niż w Harlemie. O wiele bardziej przyjaźni. Nie mogłem już znieść Harlemu. Nigdzie nie spotkałem tak nieprzychylnych ludzi. Zaczepki, często agresja. Miałem długie włosy, ale dbałem o nie. Często je wiązałem lub starałem się coś z nimi zrobić. Ubierałem sie też tak, by dobrze się czuć. W Harlemie wystarczyło wyjść na ulicę, by na każdym kroku slyszeć: o co to jest? Jakiś czarny Jezus. Albo co to za błazen? Najgorsze było to, że kumple z zespołów mi dokładali."

Hendrix zaczął się pojawiać w klubach. Zaprzyjaźnił się z liczącymi się w Village artystami, takimi jak John Hammond Junior. Zaczął grać w jamach. W "Night Owl" jamujący muzycy dostawali darmowe posiłki.

Hendrix: "Zmieniłem imię na Jimi James i założylem grupę The Blue Flames. Wszystko zaczęło się układać."

Z.L.


Szóstego stycznia 1966 roku Jimi oglądał wielkie bluesowe widowisko w Apollo Theater w Nowym Jorku. Widowisko zatytułowane było "Blues Revue Show" i wystąpili w nim: Sonny Terry & Brownie McGhee, T-Bone Walker, John Lee Hooker, Muddy Waters i Bo Diddley. Jimi był zachwycony spektaklem. Jimiemu towarzyszyła na koncercie Lithofayne Pridgeon, którą Hendrix zapoznawał w tym czasie z tajnikami gry na gitarze [i nie tylko]. Pridgeon wspomina, iż po koncercie Jimi powiedział jej, że zamierzał zrezygnować z grania rhytm and bluesa w swej karierze lecz po tym koncercie zmienił zdanie. Już w dwa tygodnie później Jimi wysłał kartkę pocztową do ojca. Jest na niej jedno zdanie które wiele mówi. Oto pełna jej treść:

Drogi Tato. Piszę kilka słów, żeby zawiadomić was, że ze mną wszystko w porządku w tym ogromnym i obszarpanym mieście, Nowym Jorku. Mam nadzieję, że wszyscy macie się dobrze. Powiedz Leonowi, że przesyłam mu pozdrowienia. Niedługo napiszę do was dłuższy list i postaram się przesłać jakieś fajne zdjęcie. Życzę Ci byś czuł się dobrze i by wszystko u Ciebie było OK. Powiedz Benowi i Erniemu, że gram teraz bluesa jakiego oni nigdy nie słyszeli. Dbaj o siebie. Jimi


Jimi miał zwyczaj pisać i rysować na hotelowych papeteriach. Robił notatki, pisał teksty piosenek, listy. Planował zawartość płyt i składy muzyków.......





Rysynki. Jimi też malował. Dwa z jego obrazów pokazałem w temacie Art




W kwietniu 2013 roku na londyńskim Soho przy 8 Ganton Street ruszył Jimi Hendrix Pop-Up Store. Od 1 do 12 kwietnia sklep świętował wydanie płyty People, Hell and Angels. W sklepie można było kupić zdjęcia, płyty, książki, oraz różne ciekawe pamiątki związane z Hendrixem. Pierwszego kwietnia Janie Hendrix podpisywała książkę "Jimi Hendrix the ultimate lyric book" 6-tego kwietnia w sklepie był Gerd Mankowitz. Opowiedział o swoich spotkaniach z Jimim i podpisywał zdjęcia, które można było nabyć w sklepie. Były wsród nich unikalne, niepublikowane egzemplarze.


Londyn. Soho. Ganton Street numer 8

Sklep był niewielki, lecz dwupoziomowy. Na parterze kupić można było płyty, książki, fotografie, plakaty i inne "akscesoria" z Hendrixem związane.



Tutaj, na ścianie trzy z kolekcji zdjęć z autografem Mankowitza. Ceny...bagatelka, od 1750 do 2200 funtów za sztukę.



DVD, CD i pięknie wydane winyle


Jeden ze strojów Jimiego. Przywieziony przez Janie Hendrix autentyk. W trosce o samopoczucie nie zapytalem o cenę...

By odwiedzić drugi poziom trzeba było zejść schodami do podziemia. W wejściu powitał nas plakat Jimiego reklamującego firmę Fender.



Tutaj można było zdjąć ze stojaka wybranego "Strata"

Pograć na nim.

i jeśli wola, kupić gitarę, samą lub z całym fenderowskim "osprzętem".



W sklepie przewijało się mnóstwo ludzi w bardzo różnym wieku i nie mniej różnej aparycji. Mnie szczególnie utkwiła w pamięci taka scena. Mocno starszy pan z wnuczkiem. Chłopak mógł mieć najwyzej 12-ście lat. Dziadek opowiadał mu, bardzo emocjonalnie, o Jimim i jego muzyce. Dzieciak był wdzięcznym i zainteresowanym słuchaczem. W rękach trzymał płyty Jimiego. Myślę, że prezent od dziadka. Może kiedyś ten 12-sto latek opowie o Jimim swoim dzieciom i wnukom.